Ciało i duch
są jednym. Jeśli o tym zapominamy,
inni dają świadectwo.
Część już czytałam, ale o Harrisie
jeszcze nie.
Wyobraź sobie, że moja kuzynka nocowała u mnie, kiedy zdobyła wejściówkę na spotkanie z Harrisem - był wtedy w Warszawie.
Byłam strasznie ciekawa, pamiętam jak dzisiaj - opowiadała, że kiedy ją dotknął zdrętwiała jej twarz.
Po kilku miesiącach zapytałam się Ciotki, czy Harris pomógł kuzynce. Okazało się, że być może na jedno pomógł ( chodziło o jakieś gastryczne przypadłości), na inne zaszkodził.
Nie bardzo było wiadomo, co kuzynce jest, potem stwierdzono zapalenie nerwu trójdzielnego.
Wtedy tłumaczyliśmy to nadmierną wrażliwością kuzynki ( była radiestetką). Teraz już inaczej na to zdarzenie patrzę.
Wiem jedno - Kościół ma rację, że uważa za grzech różnego rodzaju wróżby, magię...
Wyobraź sobie, że moja kuzynka nocowała u mnie, kiedy zdobyła wejściówkę na spotkanie z Harrisem - był wtedy w Warszawie.
Byłam strasznie ciekawa, pamiętam jak dzisiaj - opowiadała, że kiedy ją dotknął zdrętwiała jej twarz.
Po kilku miesiącach zapytałam się Ciotki, czy Harris pomógł kuzynce. Okazało się, że być może na jedno pomógł ( chodziło o jakieś gastryczne przypadłości), na inne zaszkodził.
Nie bardzo było wiadomo, co kuzynce jest, potem stwierdzono zapalenie nerwu trójdzielnego.
Wtedy tłumaczyliśmy to nadmierną wrażliwością kuzynki ( była radiestetką). Teraz już inaczej na to zdarzenie patrzę.
Wiem jedno - Kościół ma rację, że uważa za grzech różnego rodzaju wróżby, magię...
inni dają świadectwo
Nie po raz pierwszy w tym samym temacie, ale: repetitio est mater studiorum :)
Nie po raz pierwszy w tym samym temacie, ale: repetitio est mater studiorum :)
cóż mogę napisać?
Bardzo uważnie przeczytałem. I rozumiem.
Bardzo uważnie przeczytałem. I rozumiem.
Lud mu zaufał a słów modlitwy
zapomniał \.
Część już czytałam, ale o Harrisie
jeszcze nie.
Żeby napisać o Harrisie, musiałam powtórzyć niektóre rzeczy obecne we wcześniejszych notkach, ale, jak napisałam wyżej i powtórzę raz jeszcze: repetitio est mater studiorum :)
Podoba mi się określanie Harrisa mianem "uzdrawiacza". Przekonuje mnie również wyjaśnienie działania takich "uzdrawiaczy" przez zdolność przemieszczenia energii w "pacjencie". Oddziaływanie to polega na tym, że zaburzone pole bioenergetyczne zostaje jedynie przesunięte z jednego miejsca w drugie, w którym może wywołać inny problem zdrowotny.
Żeby napisać o Harrisie, musiałam powtórzyć niektóre rzeczy obecne we wcześniejszych notkach, ale, jak napisałam wyżej i powtórzę raz jeszcze: repetitio est mater studiorum :)
Podoba mi się określanie Harrisa mianem "uzdrawiacza". Przekonuje mnie również wyjaśnienie działania takich "uzdrawiaczy" przez zdolność przemieszczenia energii w "pacjencie". Oddziaływanie to polega na tym, że zaburzone pole bioenergetyczne zostaje jedynie przesunięte z jednego miejsca w drugie, w którym może wywołać inny problem zdrowotny.
Bardzo pięknie piszesz. To ważne i
pomocne. Myślę, że - dla wielu czytelników, ale i - dla Ciebie
samej. Czy tak?
Może przyda Ci się taki mały wątek - pytanie. Jak wychodzi się z tego 'zawalenia się świata na głowę'? Co robisz, żeby funkcjonować znowu?
To oczywiście nie są pytania, na które oczekuję od Ciebie odpowiedzi, ale może gdybyś Ty sama sobie je zadała...?
Pozdrawiam serdecznie
Może przyda Ci się taki mały wątek - pytanie. Jak wychodzi się z tego 'zawalenia się świata na głowę'? Co robisz, żeby funkcjonować znowu?
To oczywiście nie są pytania, na które oczekuję od Ciebie odpowiedzi, ale może gdybyś Ty sama sobie je zadała...?
Pozdrawiam serdecznie
Bardzo uważnie przeczytałem. I
rozumiem.
To bardzo dużo. Dziękuję :)
To bardzo dużo. Dziękuję :)
Strzeżcie się rudego Harrisa
Rudy nigdy nie był. A teraz jest łysy.
Rudy nigdy nie był. A teraz jest łysy.
Dziękuję za uwagi oraz pytania. Muszę
trochę pomyśleć nad nimi :)
Harris jest często identyfikowany jako
źródło problemów.
Polecam:
świadectwo Leszka Dokowicza
http://dzieckonmp.wordpress.com/2010/10/17/leszek-dokowicz-zycie-nawrocenie-zycie/
Warto zajrzeć także na stronę:
http://www.andrzejwronka.com/
Tam informacje o niebezpieczeństwach związanych z magią i konferencjach na ten temat.
pzdr
Polecam:
świadectwo Leszka Dokowicza
http://dzieckonmp.wordpress.com/2010/10/17/leszek-dokowicz-zycie-nawrocenie-zycie/
Warto zajrzeć także na stronę:
http://www.andrzejwronka.com/
Tam informacje o niebezpieczeństwach związanych z magią i konferencjach na ten temat.
pzdr
Harris jest często identyfikowany jako
źródło problemów.
Dzięki za kolejne potwierdzenie. Dziękuję również za linki. O różnego rodzaju zagrożeniach sporo czytałam w wersjach papierowych: O. Aleksandra Posackiego, ks. Andrzeja Zwolińskiego, Roberta Tekieli, oraz innych autorów polskich i obcych :)
Dzięki za kolejne potwierdzenie. Dziękuję również za linki. O różnego rodzaju zagrożeniach sporo czytałam w wersjach papierowych: O. Aleksandra Posackiego, ks. Andrzeja Zwolińskiego, Roberta Tekieli, oraz innych autorów polskich i obcych :)
nie wiedziałem, że nosi perukę!
O. Posacki jest prawdziwym znawcą tej
problematyki. Wspólnie z grupą osób organizuje na terenie całej
Polski świetne jednodniowe konferencje zatytułowane: "Magia -
cała prawda".
W programie doskonałe prelekcje, m.in:
„Magia w Biblii i nauczaniu Ojców Kościoła” - referat - ojciec dr Aleksander Posacki, jezuita, teolog, demonolog, przewodniczący Związku Egzorcystów Polskich.
„Satanizm i zniewolenie” - spotkanie z doświadczonym egzorcystą, ks. Piotrem Kocurem.
Świadectwo Krzysztofa Zielskiego, byłego bioenergoterapeuty.
„Wschodnie źródła magii” - wykład Michaeli Pawlik siostra dominikanka, znawcy hinduizmu, psychologa i filozofa.
"Magiczne myślenie dziś" - o homeopatii, bioenergoterapii i nie tylko mówi Andrzej Wronka, publicysta, prezes stowarzyszenia "Effatha".
„Życie - Nawrócenie - ŻYCIE” - świadectwo multimedialne nawróconego operatora filmowego Leszka Dokowicza
„Harry Potter” - i co jeszcze?” - spotkanie z Małgorzatą Nawrocką, autorką powieści antymagicznych „Anhar” i „Alhar syn Anhara”
Na konferencjach są tłumy młodzieży, którą w coraz większym stopniu dotykają te problemy (to skutek m.in. słuchania muzyki satanistycznej i czytania Biblii Szatana)
W programie doskonałe prelekcje, m.in:
„Magia w Biblii i nauczaniu Ojców Kościoła” - referat - ojciec dr Aleksander Posacki, jezuita, teolog, demonolog, przewodniczący Związku Egzorcystów Polskich.
„Satanizm i zniewolenie” - spotkanie z doświadczonym egzorcystą, ks. Piotrem Kocurem.
Świadectwo Krzysztofa Zielskiego, byłego bioenergoterapeuty.
„Wschodnie źródła magii” - wykład Michaeli Pawlik siostra dominikanka, znawcy hinduizmu, psychologa i filozofa.
"Magiczne myślenie dziś" - o homeopatii, bioenergoterapii i nie tylko mówi Andrzej Wronka, publicysta, prezes stowarzyszenia "Effatha".
„Życie - Nawrócenie - ŻYCIE” - świadectwo multimedialne nawróconego operatora filmowego Leszka Dokowicza
„Harry Potter” - i co jeszcze?” - spotkanie z Małgorzatą Nawrocką, autorką powieści antymagicznych „Anhar” i „Alhar syn Anhara”
Na konferencjach są tłumy młodzieży, którą w coraz większym stopniu dotykają te problemy (to skutek m.in. słuchania muzyki satanistycznej i czytania Biblii Szatana)
I rozum.
Ciało, rozum i duch.
Nasza kondycja fizyczna, intelektualna oraz duchowa.
Kiedy choruje jedna z tych części, zaczynają chorować i te pozostałe, dlatego chory z a w s z e powinien dbać i pamiętać, że leczyć trzeba całość.
Intelekt/rozum umożliwia nam rozeznanie, nazwanie sytuacji, czerpanie wiedzy jak się ją adresuje/leczy, jak przeżywają ją inni podobnie dotknięci. Trzeba go wykorzystać, aby mieć świadomość jakiejś kontroli oraz wyboru postępowania. Lekarz pomoże, ale myśleć za nas nie będzie.
Odwołanie się do naszej "części" duchowej, to uruchomienie kontaktu z Najwyższym, tym, który wie co robi, którego możemy o coś prosić - ale też musimy przyjąć do wiadomości, że czasem odpowiedź na prośby brzmi: Nie. Wtedy uruchomiamy rozum, aby rozejrzeć się i bardzo skrupulatnie zastanowić czego On od nas chce. Jeżeli szukamy, znajdziemy.
Ja wiem, czego Chciał ode mnie kiedy zachorowałam na raka. Nigdy w życiu nie przyszłoby mi pracować tam, gdzie teraz pracuję, z ciężko niesprawnymi ludźmi. Przypadek - rozmowa z psychologiem w grupie wsparcia skierowała mnie do tej instytucji.
Nigdy i nigdzie nie czułam się tak u siebie, jak w tej pracy. Jakby mi ktoś zaproponował inną, na końcu której kusiby choćby Nobel - nie zmieniłabym jej. Tak dobrze wiem, że tu jest moje miejsce a On pomógł mi je odnaleźć.
Ufaj. Po prostu ufaj. Ufaj swoim własnym sercem, bez pośredników. Ufaj dusza ciałem i rozumem, c a ł o s c i ą swojego jestestwa.
Kaśka
Ciało, rozum i duch.
Nasza kondycja fizyczna, intelektualna oraz duchowa.
Kiedy choruje jedna z tych części, zaczynają chorować i te pozostałe, dlatego chory z a w s z e powinien dbać i pamiętać, że leczyć trzeba całość.
Intelekt/rozum umożliwia nam rozeznanie, nazwanie sytuacji, czerpanie wiedzy jak się ją adresuje/leczy, jak przeżywają ją inni podobnie dotknięci. Trzeba go wykorzystać, aby mieć świadomość jakiejś kontroli oraz wyboru postępowania. Lekarz pomoże, ale myśleć za nas nie będzie.
Odwołanie się do naszej "części" duchowej, to uruchomienie kontaktu z Najwyższym, tym, który wie co robi, którego możemy o coś prosić - ale też musimy przyjąć do wiadomości, że czasem odpowiedź na prośby brzmi: Nie. Wtedy uruchomiamy rozum, aby rozejrzeć się i bardzo skrupulatnie zastanowić czego On od nas chce. Jeżeli szukamy, znajdziemy.
Ja wiem, czego Chciał ode mnie kiedy zachorowałam na raka. Nigdy w życiu nie przyszłoby mi pracować tam, gdzie teraz pracuję, z ciężko niesprawnymi ludźmi. Przypadek - rozmowa z psychologiem w grupie wsparcia skierowała mnie do tej instytucji.
Nigdy i nigdzie nie czułam się tak u siebie, jak w tej pracy. Jakby mi ktoś zaproponował inną, na końcu której kusiby choćby Nobel - nie zmieniłabym jej. Tak dobrze wiem, że tu jest moje miejsce a On pomógł mi je odnaleźć.
Ufaj. Po prostu ufaj. Ufaj swoim własnym sercem, bez pośredników. Ufaj dusza ciałem i rozumem, c a ł o s c i ą swojego jestestwa.
Kaśka
Piękny tekst o chrześcijańskiej
nadziei.
Tak go osobiście odczytuję.
Prawie jak komentarz do encykliki "Spe Salvi" Benedykta XVI poświęconej nadziei w życiu chrześcijanina.
Tak go osobiście odczytuję.
Prawie jak komentarz do encykliki "Spe Salvi" Benedykta XVI poświęconej nadziei w życiu chrześcijanina.
Nie byłam nigdy u Harrisa
ale co to paniczny strach, czyli
nerwica lękowa wiem doskonale. Walczyłam z nią dobre parę lat i
praktycznie powrót do wiary uzdrowił mnie. Wcześniej była klonika
nerwic i środki antydepresyjne, a nawet psychotropy, ale dopiero
prawdziwe poznanie siebie, spowiedź i codzienne komunikowanie
pomogło mi do reszty zwalczyć te chorobę. teraz zyję bez
proszków. Uważam, ze byłam opanawana przez coś złego - demona?
Wiem również kto mi go "zafundował", ale to temat na
osobny wpis, może kiedyś cos o tym napiszę.
Prowincjałko musisz znaleźć prawdziwą przyczynę tego lęku, u mnie praprzyczyną były to błedy wychowawcze mojego ojca i uwolnić sie od dręczących Cię demonów.
Pozdrawiam i będę wspierała Cię modlitwą.
Prowincjałko musisz znaleźć prawdziwą przyczynę tego lęku, u mnie praprzyczyną były to błedy wychowawcze mojego ojca i uwolnić sie od dręczących Cię demonów.
Pozdrawiam i będę wspierała Cię modlitwą.
@czytelnicy: tekst ten -
"Uzdrowiciel" - zaprzecza tezie, że w oparciu o
chrześcijaństwo nie może powstać literatura
Jest zwarty formalnie, o dużym ładunku
dramaturgii, i bardzo dobrze prowadzony.
Poczuwam się do obowiązku aby podkreślić te walory tekstu, jako człowiek związany z literaturą.
Poczuwam się do obowiązku aby podkreślić te walory tekstu, jako człowiek związany z literaturą.
Intuicyjnie też to zauważyłam.
A Ty - jako profesjonalista - nazwałeś te wrażenia.
Cieszę się, bo w swoich komentarzach nie potrafiłam znaleźć stosownych słów, by powiedzieć, jak bardzo tekst mi się podobał.
Dzięki, że wyróżniłeś Autorkę, także i w moim imieniu.
A Ty - jako profesjonalista - nazwałeś te wrażenia.
Cieszę się, bo w swoich komentarzach nie potrafiłam znaleźć stosownych słów, by powiedzieć, jak bardzo tekst mi się podobał.
Dzięki, że wyróżniłeś Autorkę, także i w moim imieniu.
Myślę, że Autorka sprawiła nam
niezłą niespodziankę, ludziom ceniącym dobre teksty i uważającym,
że literatura powinna mieć charakter "katharsis" -
oczyszczenia.
A jako poeta mogę o tym tekście powiedzieć tak: masakra.
A jako poeta mogę o tym tekście powiedzieć tak: masakra.
przemieszczenia energii w "pacjencie".
Oddziaływanie to polega na tym, że zaburzone pole bioenergetyczne
zostaje
ktoś połknął baterię? ;)
Nie wierz w takie rzeczy. Życie na innych planetach też może istnieć, jedank to nie sprawa wiary, ale poznania. A wierzyć mamy Bogu.
ktoś połknął baterię? ;)
Nie wierz w takie rzeczy. Życie na innych planetach też może istnieć, jedank to nie sprawa wiary, ale poznania. A wierzyć mamy Bogu.
Ja też słyszałam o Harrisie nie
najlepiej. A pamiętam wielkie halo z powodu jego wizyty. Ale byłam
wtedy za mała, żeby tam pójść (i nie miałam z czym :))). Całe
szczęście.
Szybkie ogólne dziękuję :) Teraz
czeka mnie praca, z kilkoma słowami wrócę po południu :))
Doskonale panią rozumiem.
Nie mam co prawda tak długoletnich doświadczeń - napadów paniki, ale też to przeżyłam,
Myślę, że wiele osób to dotyka w różnym stopniu i każdy jakoś stara się z tym walczyć. Im dłużej to trwa, tym trudniej ten lęk pokonać. Jeżeli jeszcze przez lata wspomaga się farmakologicznie tym gorzej.
Jednemu pomaga duchowa wiara w Boga jako uzdrowiciela, innemu pozostaje walka wewnętrzna z samym sobą. Mnie pomogły małe kroczki i stawienie czoła tej panice. Im bardziej panikowałam, to starałam się o konfrontację.
Stoję np w aptece, dochodzę do okienka i nagle dusi mnie coś za gardło - nie mogę wydusić słowa i czuję, że zaraz zemdleję - wychodzę i czepiam się ściany.
Też brałam relanium, ale powiedziałam dość, przecież jestem niegłupia i muszę sobie poradzić.
Trudno, jak się przewrócę to ktoś mnie podniesie. Jak nie potrafię skasować biletu w autobusie, bo paraliżuje mnie jakiś dziwny strach, który ogarnia całe moje ciało i poraża mowę, to niech się dzieje co chce.
Jak zamykają się drzwi autobusu, a ja czuję się osaczona i mam ochotę wyskoczyć, a tu drzwi zamknięte - to się przewrócę, ktoś mi pomoże.
Próbowałam zwalczać, choć ręce mi drżały, ściskało gardło, byłam bliska zejścia ;)ale udało się, czego serdecznie z całego serca pani życzę.
Nie mam co prawda tak długoletnich doświadczeń - napadów paniki, ale też to przeżyłam,
Myślę, że wiele osób to dotyka w różnym stopniu i każdy jakoś stara się z tym walczyć. Im dłużej to trwa, tym trudniej ten lęk pokonać. Jeżeli jeszcze przez lata wspomaga się farmakologicznie tym gorzej.
Jednemu pomaga duchowa wiara w Boga jako uzdrowiciela, innemu pozostaje walka wewnętrzna z samym sobą. Mnie pomogły małe kroczki i stawienie czoła tej panice. Im bardziej panikowałam, to starałam się o konfrontację.
Stoję np w aptece, dochodzę do okienka i nagle dusi mnie coś za gardło - nie mogę wydusić słowa i czuję, że zaraz zemdleję - wychodzę i czepiam się ściany.
Też brałam relanium, ale powiedziałam dość, przecież jestem niegłupia i muszę sobie poradzić.
Trudno, jak się przewrócę to ktoś mnie podniesie. Jak nie potrafię skasować biletu w autobusie, bo paraliżuje mnie jakiś dziwny strach, który ogarnia całe moje ciało i poraża mowę, to niech się dzieje co chce.
Jak zamykają się drzwi autobusu, a ja czuję się osaczona i mam ochotę wyskoczyć, a tu drzwi zamknięte - to się przewrócę, ktoś mi pomoże.
Próbowałam zwalczać, choć ręce mi drżały, ściskało gardło, byłam bliska zejścia ;)ale udało się, czego serdecznie z całego serca pani życzę.
Bardzo pięknie piszesz. To ważne i
pomocne. Myślę, że - dla wielu czytelników, ale i - dla Ciebie
samej. Czy tak?
Tak, pisanie stanowi pomoc. Z jednej strony mogę z pewnego oddalenia spojrzeć na przebytą - niełatwą - drogę. Z drugiej - właściwie czuję się lżejsza o to, co zamknęłam w swoich opowiastkach. Napisanie prawdy o swoim życiu zdjęło z moich barków - balast życia. Jestem lżejsza o to wszystko, co można o mnie przeczytać. Pisanie "piękne" - od chwili, gdy pogodziłam się ze swoim życiem na tyle, aby publicznie dać o nim świadectwo, słowa dotychczas uśpione zaczęły we mnie żyć. Ożył jakiś talent, kiedyś złożony we mnie przez mojego Stworzyciela :)
Jak wychodzi się z tego 'zawalenia się świata na głowę'? Co robisz, żeby funkcjonować znowu?
Swoją metodę na "zawalanie się świata" nazwałam już dawno - przemodlam ten czas. Nie oznacza to ustnego odmawiania pacierza, lecz wewnętrzne spontaniczne przylgnięcie do Boga, do Jezusa, do Ducha Świętego.
Tak, pisanie stanowi pomoc. Z jednej strony mogę z pewnego oddalenia spojrzeć na przebytą - niełatwą - drogę. Z drugiej - właściwie czuję się lżejsza o to, co zamknęłam w swoich opowiastkach. Napisanie prawdy o swoim życiu zdjęło z moich barków - balast życia. Jestem lżejsza o to wszystko, co można o mnie przeczytać. Pisanie "piękne" - od chwili, gdy pogodziłam się ze swoim życiem na tyle, aby publicznie dać o nim świadectwo, słowa dotychczas uśpione zaczęły we mnie żyć. Ożył jakiś talent, kiedyś złożony we mnie przez mojego Stworzyciela :)
Jak wychodzi się z tego 'zawalenia się świata na głowę'? Co robisz, żeby funkcjonować znowu?
Swoją metodę na "zawalanie się świata" nazwałam już dawno - przemodlam ten czas. Nie oznacza to ustnego odmawiania pacierza, lecz wewnętrzne spontaniczne przylgnięcie do Boga, do Jezusa, do Ducha Świętego.
Nigdy w życiu nie przyszłoby mi
pracować tam, gdzie teraz pracuję, z ciężko niesprawnymi
ludźmi./.../ Jakby mi ktoś zaproponował inną, na końcu której
kusiby choćby Nobel - nie zmieniłabym jej. Tak dobrze wiem, że tu
jest moje miejsce a On pomógł mi je odnaleźć.
Szczęśliwi, którzy mają takich opiekunów.
Szczęśliwi, którzy mają takich opiekunów.
Serdecznie dziękuję za ocenę tekstu
pod względem treściowym oraz formalnym. Cieszę się, że ocena
wypadła dobrze :)
Dziękuję za dobre słowo :)
JA: Przekonuje mnie również
wyjaśnienie działania takich "uzdrawiaczy" przez zdolność
przemieszczenia energii w "pacjencie". Oddziaływanie to
polega na tym, że zaburzone pole bioenergetyczne zostaje jedynie
przesunięte z jednego miejsca w drugie, w którym może wywołać
inny problem zdrowotny.
TY: ktoś połknął baterię? ;) Nie wierz w takie rzeczy.
Sławku, nie bardzo wiem, w co mam nie wierzyć. W to, że ciało człowieka nie jest częścią materialnego wszechświata, w którym obowiązują prawa fizyki i chemii? W to, że organizmy żywe nie wytwarzają pól elektromagnetycznych? W to, że jeden człowiek może posiadać silniejsze pole elektromagnetyczne, a inny słabsze?
Czy naprawdę trzeba połknąć baterię, żeby naładować się energią? Czy trzeba połknąć tablicę Mendelejewa, żeby dostarczyć ciału pierwiastków chemicznych? ;)
TY: ktoś połknął baterię? ;) Nie wierz w takie rzeczy.
Sławku, nie bardzo wiem, w co mam nie wierzyć. W to, że ciało człowieka nie jest częścią materialnego wszechświata, w którym obowiązują prawa fizyki i chemii? W to, że organizmy żywe nie wytwarzają pól elektromagnetycznych? W to, że jeden człowiek może posiadać silniejsze pole elektromagnetyczne, a inny słabsze?
Czy naprawdę trzeba połknąć baterię, żeby naładować się energią? Czy trzeba połknąć tablicę Mendelejewa, żeby dostarczyć ciału pierwiastków chemicznych? ;)
Ja też słyszałam o Harrisie nie
najlepiej.
Od dawna słyszałam krytyczne uwagi o jego oddziaływaniu, przyjmowałam je w dobrej wierze ale - dziwne! - nie widziałam jego złego wpływu we własnym życiu. Jakbym była ślepa - nie kojarzyłam faktów! Pamiętałam jedynie tamten błogostan po pierwszej wizycie. Ulga była odczuwalna i bardzo długo sądziłam, że jednak mi pomógł, bo to "uogólnienie" nerwicy minęło. Jednak dopiero teraz, z perspektywy widzę, że choroba jedynie przybrała inną postać - "lękową".
Faktycznie, całe szczęście, że nie brałaś udziału w tamtych seansach :)
Od dawna słyszałam krytyczne uwagi o jego oddziaływaniu, przyjmowałam je w dobrej wierze ale - dziwne! - nie widziałam jego złego wpływu we własnym życiu. Jakbym była ślepa - nie kojarzyłam faktów! Pamiętałam jedynie tamten błogostan po pierwszej wizycie. Ulga była odczuwalna i bardzo długo sądziłam, że jednak mi pomógł, bo to "uogólnienie" nerwicy minęło. Jednak dopiero teraz, z perspektywy widzę, że choroba jedynie przybrała inną postać - "lękową".
Faktycznie, całe szczęście, że nie brałaś udziału w tamtych seansach :)
@prowincjałka: "Rogi Byka"
Cała przyjemność po Twojej
stronie:)
Mnie będzie miło jak odniosę się do kilku interesujących wątków znajdujących się w Twoich komentarzach.
/A/ Wybór życiowy zajęcia się pisaniem jest wyborem zawsze trudnym i ciężkim i zawsze stoi za nim jakaś poważna motywacja - gdyż wiadomo, że z literatury się nie wyżyje.
/B/ W swoim wykładzie podczas Warsztatu Poetyckiego w maju br. na XV Przemyskiej Wiośnie Poetyckiej jedną z definicji poezji dałem taką: "therapeia". Rozumiana i jako proces twórczy [studia, pisanie] ale i jako proces poznawania świata i kultury.
/C/ Gdybym dodał do tego wierność swojemu talentowi i rozwijanie go nie byłoby w tym nic złego.
/D/ Inną definicję podał nasz najlepszy poeta metafizyczny Józef Kurylak: "poezja jest przygotowaniem do śmierci"; jak widać jest to daleko idąca definicja.
/E/ Chciałem też powtórzyć co już napisałem wcześniej w notce o Kurylaku na swoim blogu (gdyż nie wiem czy o tym wiesz): można i owszem uprawiać poezję [w domyśle: całą sztukę] bez odniesienia do Boga. Natomiast jeśli idzie o sztukę odniesioną do Boga - jest to bardzo stara i mocna tradycja. Np. w starszym systemie od chrześcijaństwa - indyjskim Wedyzmie napisano w ich starożytnym traktacie "Artha Veda" wprost: "On jest poetą". Interpretując ten zapis: oznacza on i definiuje, że Bóg jest zasadą oraz najwyższym kryterium oceny sztuki poetyckiej. Jak widać: łatwo w tej 'robocie' nigdy nie było:)
O czym Cię z przyjemnością informuję:)
Mnie będzie miło jak odniosę się do kilku interesujących wątków znajdujących się w Twoich komentarzach.
/A/ Wybór życiowy zajęcia się pisaniem jest wyborem zawsze trudnym i ciężkim i zawsze stoi za nim jakaś poważna motywacja - gdyż wiadomo, że z literatury się nie wyżyje.
/B/ W swoim wykładzie podczas Warsztatu Poetyckiego w maju br. na XV Przemyskiej Wiośnie Poetyckiej jedną z definicji poezji dałem taką: "therapeia". Rozumiana i jako proces twórczy [studia, pisanie] ale i jako proces poznawania świata i kultury.
/C/ Gdybym dodał do tego wierność swojemu talentowi i rozwijanie go nie byłoby w tym nic złego.
/D/ Inną definicję podał nasz najlepszy poeta metafizyczny Józef Kurylak: "poezja jest przygotowaniem do śmierci"; jak widać jest to daleko idąca definicja.
/E/ Chciałem też powtórzyć co już napisałem wcześniej w notce o Kurylaku na swoim blogu (gdyż nie wiem czy o tym wiesz): można i owszem uprawiać poezję [w domyśle: całą sztukę] bez odniesienia do Boga. Natomiast jeśli idzie o sztukę odniesioną do Boga - jest to bardzo stara i mocna tradycja. Np. w starszym systemie od chrześcijaństwa - indyjskim Wedyzmie napisano w ich starożytnym traktacie "Artha Veda" wprost: "On jest poetą". Interpretując ten zapis: oznacza on i definiuje, że Bóg jest zasadą oraz najwyższym kryterium oceny sztuki poetyckiej. Jak widać: łatwo w tej 'robocie' nigdy nie było:)
O czym Cię z przyjemnością informuję:)
Nie mam co prawda tak długoletnich
doświadczeń - napadów paniki, ale też to przeżyłam
Napad paniki miałam jeden - cztery lata temu. Po nim zamknęłam się w domu - ze strachu przed kolejnym atakiem panicznego lęku. Weszłam w zaklęty krąg lęku. Natomiast nerwica jako taka - to doświadczenie długoletnie.
Mnie pomogły małe kroczki i stawienie czoła tej panice. Im bardziej panikowałam, to starałam się o konfrontację.
Również próbuję metody małych kroków, która powoli przynosi małe skutki. Małe kroki, małe skutki? :)
Próbowałam zwalczać, choć ręce mi drżały, ściskało gardło, byłam bliska zejścia ;)ale udało się, czego serdecznie z całego serca pani życzę.
Znam to uczucie bycia bliską zejścia ze strachu :) Pani szczerze gratuluję powrotu do zdrowia, dziękuję za to ważne świadectwo oraz za życzliwe życzenia. Zrobię, co w mojej mocy, żeby wyjść na prostą :))
Napad paniki miałam jeden - cztery lata temu. Po nim zamknęłam się w domu - ze strachu przed kolejnym atakiem panicznego lęku. Weszłam w zaklęty krąg lęku. Natomiast nerwica jako taka - to doświadczenie długoletnie.
Mnie pomogły małe kroczki i stawienie czoła tej panice. Im bardziej panikowałam, to starałam się o konfrontację.
Również próbuję metody małych kroków, która powoli przynosi małe skutki. Małe kroki, małe skutki? :)
Próbowałam zwalczać, choć ręce mi drżały, ściskało gardło, byłam bliska zejścia ;)ale udało się, czego serdecznie z całego serca pani życzę.
Znam to uczucie bycia bliską zejścia ze strachu :) Pani szczerze gratuluję powrotu do zdrowia, dziękuję za to ważne świadectwo oraz za życzliwe życzenia. Zrobię, co w mojej mocy, żeby wyjść na prostą :))
Pozdrawiam i będę wspierała Cię
modlitwą.
Bardzo dziękuję - również za wcześniejsze świadectwo wyjścia z nerwicy lękowej. Wszystkiego dobrego :))
Bardzo dziękuję - również za wcześniejsze świadectwo wyjścia z nerwicy lękowej. Wszystkiego dobrego :))
pisałaś o polu "bioenergetycznym",
które można by przemieszczać bez przemieszczania odpowiadających
mu części ciała. Weźmy więc np. wątrobę i płuca, i niech,
dajmy na to, wątroba będzie chora. Jak można "przenieść"
pole elektromagnetyczne wątroby, żeby było od pewnego momentu
generowane przez płuca? Zaburzyć chwilowo pole elektromagnetyczne
wokół wątroby, czy płuc innym polem - rozumiem, zniszczyć
strukturę jakiegoś organu (np. promieniowaniem rentgenowskim) -
rozumiem, ale "przenieść" (czy jakoś "zamienić"
ze sobą) - nie rozumiem. Zaaprobowanie możliwości takiego
"przeniesienia" musiałoby być dla mnie kwestią wiary, a
nie wiedzy. Jeśli zaś pole "bioenergetyczne" posiada taką
własność, jak pisałaś, to czym ono jest? Bo nie jest wówczas
polem elektromagnetycznym.
Rozmawiamy przez telefony komórkowe, które generują dość silne pole elektromagnetyczne, a nikt jakoś do tej pory nie został przez to "uzdrowiony". Dostałem kiedyś sporą dawkę promieniowania (i chemii w kontrastach) przy badaniu tomograficznym i nie mogę stwierdzić, żeby coś mi się przez to poprawiło, choćby tylko częściowo - raczej mnie mdliło od tego chemicznego paskudztwa :) Nawet niektórzy zostali porażeni przez silny prąd (miałem okazję wypróbować tylko 220V ;) ), albo nawet nazwijmy go "bioprąd" - w przypadku kontaktu z węgorzem elektrycznym - i nic szczególnie dobrego z tego na ogół nie wynika. No, chyba, że trzeba było akurat przywrócić akcję serca :) Wprowadzenie elementu "bioenergii" nie rozjaśnia nam problemu "jak pan Harris coś robi?". Jeśli "coś robi" lub jeśli "pan Harris"...
Rozmawiamy przez telefony komórkowe, które generują dość silne pole elektromagnetyczne, a nikt jakoś do tej pory nie został przez to "uzdrowiony". Dostałem kiedyś sporą dawkę promieniowania (i chemii w kontrastach) przy badaniu tomograficznym i nie mogę stwierdzić, żeby coś mi się przez to poprawiło, choćby tylko częściowo - raczej mnie mdliło od tego chemicznego paskudztwa :) Nawet niektórzy zostali porażeni przez silny prąd (miałem okazję wypróbować tylko 220V ;) ), albo nawet nazwijmy go "bioprąd" - w przypadku kontaktu z węgorzem elektrycznym - i nic szczególnie dobrego z tego na ogół nie wynika. No, chyba, że trzeba było akurat przywrócić akcję serca :) Wprowadzenie elementu "bioenergii" nie rozjaśnia nam problemu "jak pan Harris coś robi?". Jeśli "coś robi" lub jeśli "pan Harris"...
pisałaś o polu "bioenergetycznym",
które można by przemieszczać bez przemieszczania odpowiadających
mu części ciała
Być może - jako zdeklarowana ignorantka - wyraziłam się nieprecyzyjnie :) Sądzę jednak, że może istnieć jakaś forma naturalnego oddziaływania jednego organizmu (energetycznie silniejszego) na drugi (energetycznie słabszy). Silniejszy mógłby wtedy w jakiś sposób modyfikować pole elektromagnetyczne słabszego. Użyty przez mnie przedrostek bio- oznacza energię wytwarzaną przez żywy organizm.
Wprowadzenie elementu "bioenergii" nie rozjaśnia nam problemu "jak pan Harris coś robi?". Jeśli "coś robi" lub jeśli "pan Harris"...
Sławku, wprowadzenie elementu "Eucharystii" nie rozjaśnia jak ks. X coś robi. Widziałam przypadki duchowych nadużyć w obliczu Eucharystii. Tutaj nie ma nic z automatu. Szatan wszędzie potrafi się wkręcić.
Zdaję sobie sprawę, że "bioenergoterapia" niebezpiecznie otwiera człowieka na nieznane moce nadnaturalne, ale - tradycyjnie - nie odrzucam również próby naturalnego tłumaczenia tego zjawiska. Spotkałam się z wyjaśnieniem takim, jak - pewnie nieudolnie - cytowałam wyżej. Z ust wydawałoby się wiarygodnych - był to wykład poważnego kapłana. Ale, wiem: kapłani w latach 1980-tych wpuszczali Harrisa do świątyń, a więc argument, że mówił to kapłan - żaden. W dodatki być może czegoś nie zrozumiałam, lub przekręciłam.
Być może - jako zdeklarowana ignorantka - wyraziłam się nieprecyzyjnie :) Sądzę jednak, że może istnieć jakaś forma naturalnego oddziaływania jednego organizmu (energetycznie silniejszego) na drugi (energetycznie słabszy). Silniejszy mógłby wtedy w jakiś sposób modyfikować pole elektromagnetyczne słabszego. Użyty przez mnie przedrostek bio- oznacza energię wytwarzaną przez żywy organizm.
Wprowadzenie elementu "bioenergii" nie rozjaśnia nam problemu "jak pan Harris coś robi?". Jeśli "coś robi" lub jeśli "pan Harris"...
Sławku, wprowadzenie elementu "Eucharystii" nie rozjaśnia jak ks. X coś robi. Widziałam przypadki duchowych nadużyć w obliczu Eucharystii. Tutaj nie ma nic z automatu. Szatan wszędzie potrafi się wkręcić.
Zdaję sobie sprawę, że "bioenergoterapia" niebezpiecznie otwiera człowieka na nieznane moce nadnaturalne, ale - tradycyjnie - nie odrzucam również próby naturalnego tłumaczenia tego zjawiska. Spotkałam się z wyjaśnieniem takim, jak - pewnie nieudolnie - cytowałam wyżej. Z ust wydawałoby się wiarygodnych - był to wykład poważnego kapłana. Ale, wiem: kapłani w latach 1980-tych wpuszczali Harrisa do świątyń, a więc argument, że mówił to kapłan - żaden. W dodatki być może czegoś nie zrozumiałam, lub przekręciłam.
Chyba nie bardzo wierzę, że to wpływ
Harrisa, choć nie mówię, że nie, tego nie wiem. Wiem za to, jakie
to uczucie gdy doznaje się napadu paniki. Pierwszy raz gdy mi się
zdarzyło, zrozumiałam dosłownie co znaczy "umierać ze
strachu". Tak, myślałam że umrę, choć nic mnie nie bolało.
Potem zaczęłam się bać, żeby się więcej nie zdarzyło i sama
już zaczynałam się nakręcać lękiem przed lękiem.Ja bardziej
miałam objawy klaustrofobii, zaczynalam widzieć coraz więcej
miejsc z których nie będę mogła wyjśc gdy mnie "to"
dopadnie. W kinie sprawdzałam, gdzie jest najbliższe wyjście, do
metra w ogóle nie wsiadałam, autobusy pośpieszne miały dla mnie
za długie przystanki itd, itp. Swiat zaczynał się strasznie
kurczyć. Nie brałam leków, choć lekarka przepisała mi
przeciwlękowe. Stosowałam tylko naturalne srodki i korzystałam z
pomocy psychoterapeuty.
Dziś nie odczuwam już tego, dziś wiem, że to trudne sytuacje wokół i nie radzenie sobie z własnymi emocjami, a może bardziej ich tłumienie, były główną przyczyną. To nerwica pokazała, że w moim życiu jest coś nie tak, bo ja sama próbowałam temu zaprzeczać.
Życzę dużo zdrowia i wiary, że wszystko będzie ok.
Dziś nie odczuwam już tego, dziś wiem, że to trudne sytuacje wokół i nie radzenie sobie z własnymi emocjami, a może bardziej ich tłumienie, były główną przyczyną. To nerwica pokazała, że w moim życiu jest coś nie tak, bo ja sama próbowałam temu zaprzeczać.
Życzę dużo zdrowia i wiary, że wszystko będzie ok.
do takich Harrisów chodzą często
ludzie czymś umęczeni. Choćby więc nawet byli umysłowo
sceptyczni, to jednak oczywiste jest (szczególnie dla
"uzdrawiaczy"), że ci ludzie czegoś się jednak
spodziewają, mają na coś przynajmniej drobną nadzieję. Nawet
jeśli nie są chorzy, to wówczas co najmniej ciekawi jakiegoś
nowego doświadczenia. To jest przewaga, którą ktoś sprytny i
cyniczny może wykorzystać do prowadzenia gry sugestii. Podobnie
było z Kaszpirowskim. Przecież przez telewizor nie można przekazać
żadnej "bioenergii" w sensie fizycznym. Widziałem
natomiast w tamtym czasie jakiś rosyjski film dokumentalny, gdzie
Kaszpirowski poprzez specjalną transmisję telewizyjną
zahipnotyzował na odległość osoby, które przestały odczuwać
ból i przeprowadzono na nich zabiegi medyczne bez żadnego
znieczulenia. Choć jest to zapewne naturalne, to jednak zawładnięcie
drugim człowiekiem do takiego stopnia wydaje mi się co najmniej
podejrzane moralnie i być może jest też samo w sobie wstępem do
ewentualnych dalszych kłopotów z psychiką, czy nawet duchowością,
dla nich.
Inna rzecz, to działania typowo nienaturalne, mediumiczne. Słyszałem jakiś czas temu świadectwo pewnej grupy osób, które kiedyś poszły na "występy" pana Kaszpirowskiego w Polsce, żeby odmawiać tam (w myślach) Różaniec. Pan Kaszpirowski stwierdził podczas tego spotkania, że nie może nic zdziałać, bo na sali są osoby, które mu przeszkadzają, po czym wskazał na tę właśnie grupę i wyprosił ich z sali. Na podobnej zasadzie może działać "bioenergoterapeuta", gdy "diagnozuje" chorobę. Jemu się nawet może wydawać, że to jest jakieś "biopole", czy że różdżka albo wahadełko "same" coś wskazują, ale moim zdaniem jest to po prostu działanie złych duchów na tego człowieka ("uzdrawiacza"), rodzaj opętania. Pośrednio może więc też wystąpić jakieś działanie złych duchów i na "uzdrawianego", co pewnie w dużej mierze zależy od stopnia jego "wiary" (będącej niestety w takim wypadku prześmiewczym małpowaniem wiary w Stwórcę). Dodatkowo samo doświadczenie stanów transowych, czy poddania się sugestii może oczywiście mieć wpływ na pojawienie się, czy pogłębienie takiej "wiary".
Teraz o energii.
Każdy z nas emituje ciepło, przez układ nerwowy każdego z nas przepływają impulsy elektryczne. Ale wokół też jest mnóstwo urządzeń, które działają w ten sposób - czy one jakoś szczególnie i same z siebie nas leczą? Promieniowanie rentgenowskie, gdy niszczy tkanki nowotworowe, też odwala kawał dobrej roboty, ale jeśli aparat do naświetleń się popsuje, to potem wychodzi jak w tym przypadku sprzed kilku lat, że jakieś kobiety zostały poparzone. Nie można więc byle gdzie i byle jak przykładać takiej siły.
Nawet, jeśli ciało jakiejś osoby wytwarzałoby pewną hipotetyczną energię która na coś mogłaby pomóc, to skąd będzie ów ktoś wiedział, nie będąc lekarzem, że nie popsuje tą energią komuś zdrowia bardziej, niż wyleczy? I tu znowu pojawia się niewiadoma... skąd on to wie, jeśli wie? Bo jeśli nie wiedziałby, to działałby tak, jak konował, który każdemu pacjentowi po kolei przepisuje lewatywę i upuszczanie krwi, niezależnie od dolegliwości. Co jakiś czas pomoże, co jakiś czas nie będzie miało poważnych skutków, a co jakiś czas zabije. A jeśli wie, to czy nie wracamy znowu do przypadku pana Kaszpirowskiego?
Inna rzecz, to działania typowo nienaturalne, mediumiczne. Słyszałem jakiś czas temu świadectwo pewnej grupy osób, które kiedyś poszły na "występy" pana Kaszpirowskiego w Polsce, żeby odmawiać tam (w myślach) Różaniec. Pan Kaszpirowski stwierdził podczas tego spotkania, że nie może nic zdziałać, bo na sali są osoby, które mu przeszkadzają, po czym wskazał na tę właśnie grupę i wyprosił ich z sali. Na podobnej zasadzie może działać "bioenergoterapeuta", gdy "diagnozuje" chorobę. Jemu się nawet może wydawać, że to jest jakieś "biopole", czy że różdżka albo wahadełko "same" coś wskazują, ale moim zdaniem jest to po prostu działanie złych duchów na tego człowieka ("uzdrawiacza"), rodzaj opętania. Pośrednio może więc też wystąpić jakieś działanie złych duchów i na "uzdrawianego", co pewnie w dużej mierze zależy od stopnia jego "wiary" (będącej niestety w takim wypadku prześmiewczym małpowaniem wiary w Stwórcę). Dodatkowo samo doświadczenie stanów transowych, czy poddania się sugestii może oczywiście mieć wpływ na pojawienie się, czy pogłębienie takiej "wiary".
Teraz o energii.
Każdy z nas emituje ciepło, przez układ nerwowy każdego z nas przepływają impulsy elektryczne. Ale wokół też jest mnóstwo urządzeń, które działają w ten sposób - czy one jakoś szczególnie i same z siebie nas leczą? Promieniowanie rentgenowskie, gdy niszczy tkanki nowotworowe, też odwala kawał dobrej roboty, ale jeśli aparat do naświetleń się popsuje, to potem wychodzi jak w tym przypadku sprzed kilku lat, że jakieś kobiety zostały poparzone. Nie można więc byle gdzie i byle jak przykładać takiej siły.
Nawet, jeśli ciało jakiejś osoby wytwarzałoby pewną hipotetyczną energię która na coś mogłaby pomóc, to skąd będzie ów ktoś wiedział, nie będąc lekarzem, że nie popsuje tą energią komuś zdrowia bardziej, niż wyleczy? I tu znowu pojawia się niewiadoma... skąd on to wie, jeśli wie? Bo jeśli nie wiedziałby, to działałby tak, jak konował, który każdemu pacjentowi po kolei przepisuje lewatywę i upuszczanie krwi, niezależnie od dolegliwości. Co jakiś czas pomoże, co jakiś czas nie będzie miało poważnych skutków, a co jakiś czas zabije. A jeśli wie, to czy nie wracamy znowu do przypadku pana Kaszpirowskiego?
Chyba nie bardzo wierzę, że to wpływ
Harrisa, choć nie mówię, że nie, tego nie wiem.
Ja również nie stwierdzam tego definitywnie - pokazuję jedynie zbieżność zdarzeń. Przy okazji serdecznie dziękuję za budujące świadectwo oraz za życzenia :))
Ja również nie stwierdzam tego definitywnie - pokazuję jedynie zbieżność zdarzeń. Przy okazji serdecznie dziękuję za budujące świadectwo oraz za życzenia :))
I tu znowu pojawia się niewiadoma...
skąd on to wie, jeśli wie?
Miałam w zanadrzu pomysł na pewną notkę, ale brakowało mi "startera". Twój, Sławku, komentarz natchnął mnie pewną myślą. Mój umysł już pracuje :) Efekt jego pracy (zamyślony tytuł tekstu to "Księgozbiór") ujrzymy jednak nie wcześniej niż po Trzech Króli - Objawienie Pańskie, Epifania (gr. επιφάνεια epifaneia; objawienie, ukazanie się). Do tego czasu - od Wigilii - zrobię sobie przerwę od internetu.
Przepraszam, że teraz nie odniosę się szerzej do Twojego ostatniego komentarza, zostawiając sprawę na później, kiedy powstanie notka. Mam nadzieję, że nie pasożytuję na Tobie... ;))
Miałam w zanadrzu pomysł na pewną notkę, ale brakowało mi "startera". Twój, Sławku, komentarz natchnął mnie pewną myślą. Mój umysł już pracuje :) Efekt jego pracy (zamyślony tytuł tekstu to "Księgozbiór") ujrzymy jednak nie wcześniej niż po Trzech Króli - Objawienie Pańskie, Epifania (gr. επιφάνεια epifaneia; objawienie, ukazanie się). Do tego czasu - od Wigilii - zrobię sobie przerwę od internetu.
Przepraszam, że teraz nie odniosę się szerzej do Twojego ostatniego komentarza, zostawiając sprawę na później, kiedy powstanie notka. Mam nadzieję, że nie pasożytuję na Tobie... ;))
skoro Twój umysł już pracuje nad
czym innym, to nie będę wybijać go z tego stanu - śnij, Mądry
Fu, nową, piekną baśń :)
Jeszcze tylko pozdrawiam :)
Jeszcze tylko pozdrawiam :)
śnij /.../ nową, piekną
baśń
Rozkaz, Mistrzu! Śnię więc dalej...
Sławku, przedświąteczne serdeczności :))
Rozkaz, Mistrzu! Śnię więc dalej...
Sławku, przedświąteczne serdeczności :))
:)
Rodząca się nowa notka będzie
ostatecznie zatytułowana: Księgobranie. Mam na myśli jeszcze
jedną, o kobiecie, która wiedziała o mnie wszystko,gdyż w tamtej
znajomości szatan plątał się cały czas - do samego końca.
Obecna notka uświadomiła mi, że agorafobia pojawiła się w moim
życiu nie tylko w związku z Harrisem, ale i z nową znajomością.
Jeśli znajdę jakiś złoty środek między konieczną szczerością
a wymaganą dyskrecją - napiszę. Tytuł już mam: Letnia
przygoda.
:))
:))
Jesteś jeszcze tutaj?
Pewnie już nie jesteś tutaj - więc
znikam :)
uśmiechnąłem się jeszcze tylko
dzięki Twojemu poczuciu humoru i musiałem lecieć do kościoła
:)
A tytuł "O kobiecie, która wiedziała o mnie wszystko" mnie się bardziej podoba. Taki trochę Chesterton. Bo "Letnia przygoda" to z kolei Szekspir... więc w sumie też nieźle, ale znowuż "Księgobranie" zbyt kojarzy się wówczas z końcem lata. Chyba że tak miało być, że jedno z drugim mają stanowić jakąś całość?
I jeszcze przypomniało mi się, że kiedy czytałem o Twoich problemach na WFie w dzieciństwie, zastanawiałem się też, czy nie masz jakichś drobnych kłopotów z błędnikiem? Badałaś to może, albo czy masz jakieś podejrzenia w tym kierunku? Np. czy jeśli staniesz z zamkniętymi oczami, to zachowujesz orientację w przestrzeni? Albo czy dasz radę stać z zamkniętymi oczami na jednej nodze (jeśli oczywiście z otwartymi nie sprawi to jakiegoś kłopotu z zupełnie innego powodu)?
A tytuł "O kobiecie, która wiedziała o mnie wszystko" mnie się bardziej podoba. Taki trochę Chesterton. Bo "Letnia przygoda" to z kolei Szekspir... więc w sumie też nieźle, ale znowuż "Księgobranie" zbyt kojarzy się wówczas z końcem lata. Chyba że tak miało być, że jedno z drugim mają stanowić jakąś całość?
I jeszcze przypomniało mi się, że kiedy czytałem o Twoich problemach na WFie w dzieciństwie, zastanawiałem się też, czy nie masz jakichś drobnych kłopotów z błędnikiem? Badałaś to może, albo czy masz jakieś podejrzenia w tym kierunku? Np. czy jeśli staniesz z zamkniętymi oczami, to zachowujesz orientację w przestrzeni? Albo czy dasz radę stać z zamkniętymi oczami na jednej nodze (jeśli oczywiście z otwartymi nie sprawi to jakiegoś kłopotu z zupełnie innego powodu)?
W letnie przygody i ciepłe uśmiechy
wdmuchnę trochę mroźnego powiewu …
Tekst jest napisany inaczej niż poprzednie – co raczej wyczuwam niż rozumiem. I nie chodzi mi o formalne środki wyrazu i konstrukcję. Zastanawiam się, jakiego rodzaju siła z niego emanuje. I pewnie jeszcze się pozastanawiam. Czytam i widzę obrazy inne niż te opisane – piękne i groźne. W kolorach heroizmu, cierpienia, samotności.
Samotności przede wszystkim.
Tekst jest napisany inaczej niż poprzednie – co raczej wyczuwam niż rozumiem. I nie chodzi mi o formalne środki wyrazu i konstrukcję. Zastanawiam się, jakiego rodzaju siła z niego emanuje. I pewnie jeszcze się pozastanawiam. Czytam i widzę obrazy inne niż te opisane – piękne i groźne. W kolorach heroizmu, cierpienia, samotności.
Samotności przede wszystkim.
Sądzi Pan, że stanie z zamkniętymi
oczami na jednej nodze pomoże zwalczyć poczucie osamotnienia ? :
)
Jak się tak dłużej zastanawiam, to może i jest to jakiś pomysł.
Jak się tak dłużej zastanawiam, to może i jest to jakiś pomysł.
„nie chce..”, „ nie doszłam…”
w: „nie chcę dochodzić, tak jak nigdy nie doszłam genezy mojego
cierniowego cierpienia,” – a jeśli to warunek konieczny
uzdrowienia ?
Droga Prowincjałko, żeby dojść do pełnej jasności : ) trzeba napisać siebie do końca – coś mi się tak wydaje …
Droga Prowincjałko, żeby dojść do pełnej jasności : ) trzeba napisać siebie do końca – coś mi się tak wydaje …
A tytuł "O kobiecie, która
wiedziała o mnie wszystko" mnie się bardziej podoba. Taki
trochę Chesterton.
Właśnie jestem po rozmowie telefonicznej z rzeczoną kobietą :) Była nieco zbulwersowana tym określeniem :) A zadzwoniłam, żeby wyczuć, jak się zapatruje na notkę o sobie. Ponieważ jest osobą super dyskretną, mam ciągle jakieś wątpliwości, kiedy przychodzi mi o niej choćby wspominać we wspomnieniach :)
Bo "Letnia przygoda" to z kolei Szekspir... więc w sumie też nieźle
Rozważę rzecz, Sławku. Może: "Letnia przygoda, czyli o kobiecie, która wiedziała o mnie wszystko"? :)
"Księgobranie" zbyt kojarzy się wówczas z końcem lata. Chyba że tak miało być, że jedno z drugim mają stanowić jakąś całość?
W pewnym sensie będą się pewnie łączyć, ale nie wiem jeszcze, w jakiej kolejności obie notki napiszę i zamieszczę.
Właśnie jestem po rozmowie telefonicznej z rzeczoną kobietą :) Była nieco zbulwersowana tym określeniem :) A zadzwoniłam, żeby wyczuć, jak się zapatruje na notkę o sobie. Ponieważ jest osobą super dyskretną, mam ciągle jakieś wątpliwości, kiedy przychodzi mi o niej choćby wspominać we wspomnieniach :)
Bo "Letnia przygoda" to z kolei Szekspir... więc w sumie też nieźle
Rozważę rzecz, Sławku. Może: "Letnia przygoda, czyli o kobiecie, która wiedziała o mnie wszystko"? :)
"Księgobranie" zbyt kojarzy się wówczas z końcem lata. Chyba że tak miało być, że jedno z drugim mają stanowić jakąś całość?
W pewnym sensie będą się pewnie łączyć, ale nie wiem jeszcze, w jakiej kolejności obie notki napiszę i zamieszczę.
Tekst jest napisany inaczej niż
poprzednie – co raczej wyczuwam niż rozumiem.
Fakt, tekst inaczej "się pisał", ale to już jego zasługa, a nie moja :)
Czytam i widzę obrazy inne niż te opisane – piękne i groźne.
Na to, jak tekst "się czyta", mam wpływ jeszcze mniejszy :)
Fakt, tekst inaczej "się pisał", ale to już jego zasługa, a nie moja :)
Czytam i widzę obrazy inne niż te opisane – piękne i groźne.
Na to, jak tekst "się czyta", mam wpływ jeszcze mniejszy :)
„nie chce..”, „ nie doszłam…”
w: „nie chcę dochodzić, tak jak nigdy nie doszłam genezy mojego
cierniowego cierpienia,” – a jeśli to warunek konieczny
uzdrowienia ?
Tak, Kasiu :) Również zwróciłam uwagę na to swoje zdanie... Coś trzeba będzie z tym zrobić :)
żeby dojść do pełnej jasności : ) trzeba napisać siebie do końca – coś mi się tak wydaje
Czy Czytelnicy taki tasiemiec wytrzymają? Moje pisanie o sobie już zaczyna przypominać brazylijską telenowelę, a Ty proponujesz otwieranie nowych wątków? ;) A poważnie: kluczem może być wspominana wyżej kobieta, która wszystko o mnie wiedziała, o czym jej dzisiaj powiedziałam, i co pewnie otworzy nowy - pasjonujący jak zawsze - rozdział w naszej znajomości :)
Tak, Kasiu :) Również zwróciłam uwagę na to swoje zdanie... Coś trzeba będzie z tym zrobić :)
żeby dojść do pełnej jasności : ) trzeba napisać siebie do końca – coś mi się tak wydaje
Czy Czytelnicy taki tasiemiec wytrzymają? Moje pisanie o sobie już zaczyna przypominać brazylijską telenowelę, a Ty proponujesz otwieranie nowych wątków? ;) A poważnie: kluczem może być wspominana wyżej kobieta, która wszystko o mnie wiedziała, o czym jej dzisiaj powiedziałam, i co pewnie otworzy nowy - pasjonujący jak zawsze - rozdział w naszej znajomości :)
Nie wiem jak czytelnicy ...
JA czekam na kolejne odcinki :)
JA czekam na kolejne odcinki :)
Jeszcze kilka słów na dobranoc :
)
„Niestety, moja wewnętrzna siła jest zbyt słaba, aby dokonać tego wtedy, kiedy jestem sama - twarzą w twarz - z otwartą przestrzenią. Muszę w takich sytuacjach czuć przy sobie obecność drugiego – życzliwego – człowieka. Czasami po to, żeby mocno uchwycić się jej lub jego ramienia, a czasami jedynie po to, żeby mieć świadomość współobecności tej osoby.”
Według pewnej, drogiej memu sercu osoby, modlitwa jest najwyższym wyrazem współobecności. W takim razie informuję, że masz odpowiednie miejsce w moim wieczornym paciorku. Tuż obok niej (tej osoby) zresztą. O ile przed paciorkiem nie zasnę, co - uczciwie przyznam, zdarza się dość często : ))
„Niestety, moja wewnętrzna siła jest zbyt słaba, aby dokonać tego wtedy, kiedy jestem sama - twarzą w twarz - z otwartą przestrzenią. Muszę w takich sytuacjach czuć przy sobie obecność drugiego – życzliwego – człowieka. Czasami po to, żeby mocno uchwycić się jej lub jego ramienia, a czasami jedynie po to, żeby mieć świadomość współobecności tej osoby.”
Według pewnej, drogiej memu sercu osoby, modlitwa jest najwyższym wyrazem współobecności. W takim razie informuję, że masz odpowiednie miejsce w moim wieczornym paciorku. Tuż obok niej (tej osoby) zresztą. O ile przed paciorkiem nie zasnę, co - uczciwie przyznam, zdarza się dość często : ))
masz odpowiednie miejsce w moim
wieczornym paciorku /.../ O ile przed paciorkiem nie zasnę, co -
uczciwie przyznam, zdarza się dość często
Niech więc sen Twój Boga chwali - spany w intencji wszystkich bliskich Ci Osób. Dziękuję :))
Niech więc sen Twój Boga chwali - spany w intencji wszystkich bliskich Ci Osób. Dziękuję :))
Na samotność oczywiście nie ma
lekarstwa i nie sądzę, że stanie na jednej nodze ma nim być. Ale
skąd pewność, że przyczyną jest samotność? Na razie
Prowincjałka wspomina, że pierwszy poważny napad lęku miał
miejsce podczas wycieczki z przyjaciółką.
Zastanawiało mnie jednak coś innego, np. takie słowa:
Czasami uspakaja mnie nawet ciężar, który niosę w rękach, tak jakby siła jego grawitacji mocniej wiązała mnie z ziemią, sprawiała, że nie mam wrażenia, że zaraz ulecę w przestrzeń. Może to poczucie niepewności, jak Pani słusznie pisała - grozy życia, ale może jakiś punkt odniesienia w przestrzeni, podobnie jak ręka drugiej osoby, żeby się nie zgubić. A może oba jednocześnie...
Zastanawiało mnie jednak coś innego, np. takie słowa:
Czasami uspakaja mnie nawet ciężar, który niosę w rękach, tak jakby siła jego grawitacji mocniej wiązała mnie z ziemią, sprawiała, że nie mam wrażenia, że zaraz ulecę w przestrzeń. Może to poczucie niepewności, jak Pani słusznie pisała - grozy życia, ale może jakiś punkt odniesienia w przestrzeni, podobnie jak ręka drugiej osoby, żeby się nie zgubić. A może oba jednocześnie...
jest osobą super dyskretną
Ja bym się pewnie nie zdecydował na pisanie w takim wypadku... ale z Twoim talentem może uda Ci się w pełni ukryć tożsamość owej osoby tak, żeby mogła czuć się bezpiecznie, bo w końcu każdy może mieć jakieś lęki.
Tytuł mógłby wtedy brzmieć:
Kobieta, która wiedziała o mnie wszystko. Letnia przygoda
Ja bym się pewnie nie zdecydował na pisanie w takim wypadku... ale z Twoim talentem może uda Ci się w pełni ukryć tożsamość owej osoby tak, żeby mogła czuć się bezpiecznie, bo w końcu każdy może mieć jakieś lęki.
Tytuł mógłby wtedy brzmieć:
Kobieta, która wiedziała o mnie wszystko. Letnia przygoda
Mam też pewne, trochę podobne do
opisanego przez Prowincjałkę, spostrzeżenie z własnego życia, że
nie zdecydowałbym się raczej podejść do krawędzi dachu domu,
gdybym nie miał się tam czego chwycić, bo wiem, że mogłyby mi
się zakręcić w głowie, nogi by mi się ugięły i mógłbym
spaść. Gdyby natomiast było tam się czego chwycić, nie miałbym
już takiego problemu.
może uda Ci się w pełni ukryć
tożsamość owej osoby tak, żeby mogła czuć się bezpiecznie
Tu nie chodzi o poczucie bezpieczeństwa, tylko - o zasadę. Kobieta, która... programowo nie ma ani komputera, ani telefonu komórkowego, a kiedy powiedziałam, że w zeszłym roku widziałam jej zdjęcie w internecie, zamieszczone na stronie firmy, w której pracuje, to się lekko wściekła, jakim prawem ktoś... itp. Poza tym - dwie znajome osoby, które znają adres mojego bloga, znają moją dawną przyjaciółkę osobiście...
Tu nie chodzi o poczucie bezpieczeństwa, tylko - o zasadę. Kobieta, która... programowo nie ma ani komputera, ani telefonu komórkowego, a kiedy powiedziałam, że w zeszłym roku widziałam jej zdjęcie w internecie, zamieszczone na stronie firmy, w której pracuje, to się lekko wściekła, jakim prawem ktoś... itp. Poza tym - dwie znajome osoby, które znają adres mojego bloga, znają moją dawną przyjaciółkę osobiście...
Poza tym - dwie znajome osoby, które
znają adres mojego bloga, znają moją dawną przyjaciółkę
osobiście...
A taki fajny tytuł miał być ;))
A taki fajny tytuł miał być ;))
Jeszcze, Sławku, do wcześniejszego
pytania: zastanawiałem się też, czy nie masz jakichś drobnych
kłopotów z błędnikiem
Ani podczas badań neurologicznych, ani podczas okresowych badań koniecznych do przedłużenia prawa jazdy, nie zdiagnozowano choroby błędnika.
Ani podczas badań neurologicznych, ani podczas okresowych badań koniecznych do przedłużenia prawa jazdy, nie zdiagnozowano choroby błędnika.
A taki fajny tytuł miał być
;))
Jeszcze nic straconego - może coś wymyślę. Chyba, że moja przyjaciółka oprzytomnieje z pierwszego szoku i przystąpi do ostrej akcji. Ostrość akcji ma wpisaną w naturę, więc wtedy nie będzie zmiłuj. Mamy jednak jeszcze trochę czasu - i nadziei ;))
Jeszcze nic straconego - może coś wymyślę. Chyba, że moja przyjaciółka oprzytomnieje z pierwszego szoku i przystąpi do ostrej akcji. Ostrość akcji ma wpisaną w naturę, więc wtedy nie będzie zmiłuj. Mamy jednak jeszcze trochę czasu - i nadziei ;))
Chyba, że moja przyjaciółka
oprzytomnieje z pierwszego szoku i przystąpi do ostrej akcji.
Ale uważaj, żeby potem nie było przypadkiem "drugiego szoku" ;)
Ale uważaj, żeby potem nie było przypadkiem "drugiego szoku" ;)
I dobranoc :) Na mnie już czas...
Ale uważaj, żeby potem nie było
przypadkiem "drugiego szoku" ;)
Gdyby chciała dowiedzieć się, co ja tutaj wypisuję, pewnie byłaby gotowa przeczesać internet, który ją w sumie mierzi. Wtedy być może nastąpiłby drugi i trzeci szok ;) To złożona osobowość :)
Gdyby chciała dowiedzieć się, co ja tutaj wypisuję, pewnie byłaby gotowa przeczesać internet, który ją w sumie mierzi. Wtedy być może nastąpiłby drugi i trzeci szok ;) To złożona osobowość :)
Na mnie już czas...
I mnie pora znikać, jutro praca od 8:00. Na szczęście mogę do pracy iść nawet w piżamie ;) Dobranoc :)
I mnie pora znikać, jutro praca od 8:00. Na szczęście mogę do pracy iść nawet w piżamie ;) Dobranoc :)
„Na samotność oczywiście nie ma
lekarstwa”. Z tym nie mogę się zgodzić : ).
Chociażby możliwość nieskrępowanego, otwartego przebywania z sobą daje duże oparcie. Warunkiem takiego przebywania z sobą jest pełne i jasne, bez żadnych niedomówień poznanie siebie. Właściwie dopiero takie poznanie pozwala na prawdziwie satysfakcjonujące spotkanie z Drugim. Przykazanie miłości kolejność spraw stawia jednoznacznie: „Będziesz miłował Pana, Boga swego”, „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Bliźni może liczyć co najwyżej na takie traktowanie, jakim sami siebie obdarzamy.
A samotność wśród bliskich (bliskich - w znaczeniu wyłącznie formalnym) jest dodatkowo ciężkim doświadczeniem. Pisząc to, nie odnoszę się w tym momencie do tekstu Prowincjałki.
Komentarz, który do Pana zaadresowałam, odnosił się chyba bardziej do moich myśli niż tekstu, który Pan napisał : ). Po prostu wyobraziłam sobie Prowincjałkę robiącą jaskółkę przed przejściem dla pieszych. Do tej pory uśmiecham się, jak sobie przypomnę ten obraz …
Chociażby możliwość nieskrępowanego, otwartego przebywania z sobą daje duże oparcie. Warunkiem takiego przebywania z sobą jest pełne i jasne, bez żadnych niedomówień poznanie siebie. Właściwie dopiero takie poznanie pozwala na prawdziwie satysfakcjonujące spotkanie z Drugim. Przykazanie miłości kolejność spraw stawia jednoznacznie: „Będziesz miłował Pana, Boga swego”, „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Bliźni może liczyć co najwyżej na takie traktowanie, jakim sami siebie obdarzamy.
A samotność wśród bliskich (bliskich - w znaczeniu wyłącznie formalnym) jest dodatkowo ciężkim doświadczeniem. Pisząc to, nie odnoszę się w tym momencie do tekstu Prowincjałki.
Komentarz, który do Pana zaadresowałam, odnosił się chyba bardziej do moich myśli niż tekstu, który Pan napisał : ). Po prostu wyobraziłam sobie Prowincjałkę robiącą jaskółkę przed przejściem dla pieszych. Do tej pory uśmiecham się, jak sobie przypomnę ten obraz …
W takim rozumieniu samotności i
lekarstw, najlepszym lekarstwem na samotność jest przebywanie z
Bogiem :) Nawet na "samotność wśród".
Po prostu wyobraziłam sobie Prowincjałkę robiącą jaskółkę przed przejściem dla pieszych.
To by dopiero był problem ;)
Po prostu wyobraziłam sobie Prowincjałkę robiącą jaskółkę przed przejściem dla pieszych.
To by dopiero był problem ;)
KW: Po prostu wyobraziłam sobie
Prowincjałkę robiącą jaskółkę przed przejściem dla
pieszych.
SP: To by dopiero był problem ;)
JA: Ten problem ma nawet fachową nazwę - katatonia ;) Ale: jest jeszcze programowanie neurolingwistyczne, w którym stosuje się tak zwane kotwice. Pomysł KW wprawił mnie w tak dobry nastrój, że powinnam spróbować się zaprogramować neurolingwistycznie, wykorzystując w charakterze kotwicy obraz siebie w pozycji jaskółki przed przejściem dla pieszych :))
SP: To by dopiero był problem ;)
JA: Ten problem ma nawet fachową nazwę - katatonia ;) Ale: jest jeszcze programowanie neurolingwistyczne, w którym stosuje się tak zwane kotwice. Pomysł KW wprawił mnie w tak dobry nastrój, że powinnam spróbować się zaprogramować neurolingwistycznie, wykorzystując w charakterze kotwicy obraz siebie w pozycji jaskółki przed przejściem dla pieszych :))
powinnam spróbować się zaprogramować
neurolingwistycznie
Słowa "zaprogramować się" brzmią groźnie (jak autohipnoza?), dlatego wolę starą, zwykłą decyzję ;)
Słowa "zaprogramować się" brzmią groźnie (jak autohipnoza?), dlatego wolę starą, zwykłą decyzję ;)
Słowa "zaprogramować się"
brzmią groźnie
Gdzieś na odległym horyzoncie od miesięcy majaczy notka o moich doświadczeniach z NLP... Po Twojej uwadze horyzont jakby przybliżył się czasowo... Tytuł gotowy jest od dawna: To widać, to słychać, to czuć :))
Gdzieś na odległym horyzoncie od miesięcy majaczy notka o moich doświadczeniach z NLP... Po Twojej uwadze horyzont jakby przybliżył się czasowo... Tytuł gotowy jest od dawna: To widać, to słychać, to czuć :))
chyba muszę skończyć komentować, bo
cały spis treści zaraz tu będzie - a Ty przecież miałaś spać
:))
:)
chętnie poczytam o przykładach zastosowania NLP. Kiedyś usiłowano mi wytłumaczyć na czym to polega, ale w sumie nie wiem czy dobrze zrozumiałam, bo tłumaczono jakoś tak abstrakcyjnie :)
Swoją drogą, masz bogate doświadczenia ...
chętnie poczytam o przykładach zastosowania NLP. Kiedyś usiłowano mi wytłumaczyć na czym to polega, ale w sumie nie wiem czy dobrze zrozumiałam, bo tłumaczono jakoś tak abstrakcyjnie :)
Swoją drogą, masz bogate doświadczenia ...
Swoją drogą, masz bogate
doświadczenia ...
Rzecz w tym, że ja - już się z tym pogodziłam - uczę się przede wszystkim z doświadczenia. Stąd pewnie sporawo ich w moim życiu - żebym nie skończyła jak nieuk jakiś ;)
Rzecz w tym, że ja - już się z tym pogodziłam - uczę się przede wszystkim z doświadczenia. Stąd pewnie sporawo ich w moim życiu - żebym nie skończyła jak nieuk jakiś ;)
chyba muszę skończyć komentować
/.../ Ty przecież miałaś spać
Spać i - śnić następną opowiastkę! Rozkaz, Mistrzu! Kasiu, Sławku - proponuję więc zakończyć ten wątek. Do następnego, który jak mówiłam pojawi się już po Trzech Króli. Do miłego!
Spać i - śnić następną opowiastkę! Rozkaz, Mistrzu! Kasiu, Sławku - proponuję więc zakończyć ten wątek. Do następnego, który jak mówiłam pojawi się już po Trzech Króli. Do miłego!
: )
i dobranoc... Po 300 km częściowo w śnieżycy zostało mi do miejsca spoczynku ok. 15 metrów. A przebyć je w sumie - najtrudniej :)
i dobranoc... Po 300 km częściowo w śnieżycy zostało mi do miejsca spoczynku ok. 15 metrów. A przebyć je w sumie - najtrudniej :)
Good night,
Sleep tight,
Dear Kate!
;)
Sleep tight,
Dear Kate!
;)
Dobranoc :)
TEKST – tutaj
.