Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nasza klasa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nasza klasa. Pokaż wszystkie posty

Nigdy nie byłem 3/3 Synteza


Tak więc samiec Beta zawładnął zamierającym szkolnym forum, przenosząc do portalu nasza-klasa.pl swoje polemiczne doświadczenia wcześniej intensywnie szlifowane na popularnym portalu onet.pl. W kolejnych prowokacyjnych wątkach Beta epatował swoją żydowskością, pisał o poczuciu życiowego niespełnienia, dawał wyraz swoim frustracjom, odniesienia religijne przeplatał niewybrednymi kawałami, albo niezrażony milczeniem pozostałych uczestników internetowego forum snuł samotnie swoje niespójne pseudofilozoficzne wynurzenia, mieszając na przemian postulaty bezwzględnej sprawiedliwości z postulatami bezwzględnej skuteczności. Od czasu do czasu zamieszczał prowokacyjne zdjęcia, jak to ukazujące go prawie nagiego. Omega była skłonna tolerować zachowania Bety, gdyż podtrzymywały przy życiu szkolne forum, gdzie - w miejscu największej aktywności dawnych uczniów - trzeba było wkrótce rozpocząć przygotowania do planowanego szkolnego zjazdu.


CELNE STRZAŁY

Po roku internetowego królowania samca Beta jego klasowa koleżanka ponownie przypomniała wszystkim, że nadszedł czas, kiedy zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami należałoby pomyśleć o zorganizowaniu pierwszego zjazdu uczniów, nauczycieli, przedstawicieli rodziców oraz pracowników obsługi związanych z ich dawną szkołą. Ponieważ nikt nie podejmował tematu, Omega oświadczyła, że bierze ten obowiązek na siebie i zwołała pierwsze zebranie komitetu organizacyjnego, do którego zaprosiła najbardziej aktywnych uczestników internetowych wspomnień, którzy aktualnie mieszkali w mieście ich dzieciństwa - dziewięć osób. Przyjęty klucz z czwórki bohaterów tej opowiastki obejmował jedynie Betę i Omegę. - Zacznijmy wreszcie te przygotowania – Omega napisała na forum – bo Beta nam tu całkiem sfiksuje. - Przewidując kłopoty z samcem Beta, świadomie zaczęła używać w stosunku do niego raczej niezwykłego w jej ustach mocnego języka.

Omega ostatecznie usadziła Betę dwoma celnie wymierzonymi słowami, których z jej strony nie spodziewał się: olewam i upierdliwy. Po pierwszym zebraniu komitetu organizacyjnego, do którego przyjął zaproszenie, samiec Beta na internetowym forum podważył organizacyjne i programowe założenia dotyczące zjazdu, przedstawione przez Omegę na zebraniu i przez zebranie przyjęte. Uczynił to bez konsultacji z Omegą, której kandydatura na koordynatora przygotowań do zjazdu została wcześniej jednogłośnie zaakceptowana przez zebranych. Beta samowolnie wezwał dotychczas milczących wirtualnych obserwatorów do zgłaszania swoich propozycji, wyznaczając na to dziesięciodniowy termin. Omega na milczącym forum milcząco czekała na rozwój wypadków.

Wobec braku wypowiedzi ze strony dotychczasowych aktywnych uczestników tego forum (prawie wszyscy weszli do komitetu organizacyjnego), jak również ze strony jego tradycyjnie biernych obserwatorów, samiec Beta już po pierwszym dniu wyznaczonego przez siebie terminu zaczął narzekać na niewielkie zainteresowanie zjazdem, a na apel o więcej optymizmu, odpowiedział z przekąsem, że optymizmem wprost tryska, dodając: - Nic się przecież nie stanie jak przy małej frekwencji wynajmiemy kilkunastu klakierów. - Wtedy właśnie usłyszał pierwsze mocne słowo skierowane do siebie. Omega napisała krótko: - Olewam twój optymizm. - Ktoś zauważył: - Chyba w końcu naprawdę cię wkurzył? - Omega nie pozostawiła wątpliwości: - To kwestia priorytetów. Kiedy nie mieliśmy nic lepszego do robienia, mogłam tolerować pokrakiwania odwiecznego malkontenta. Teraz mamy do wykonania konkretne zadanie i żarty się skończyły. Beta jest upierdliwy i sam o tym wie. A ja nie zamierzam tracić energii na cackanie się z jego upierdliwością.


USZCZYPLIWOŚCI

Samiec Beta bez słowa zamilkł - na jakiś czas. Również bez słowa przestał - tym razem na dobre - przychodzić na cotygodniowe spotkania organizatorów zjazdu. Wszyscy pamiętali o nieobecnym koledze, ale nikt nie próbował przekonywać go do powrotu. Atmosfera spotkań była wyśmienita, podział obowiązków w ramach komitetu przejrzysty, a prace posuwały się szybko do przodu. Czasu było niewiele: cztery miesiące, w tym dwa wakacyjne. Wszystkie dyskusje odbywały się poza internetem, natomiast na internetowym forum Omega zamieszczała jedynie krótkie komunikaty o postępie prac.

Kiedy po jednym z zebrań nie pojawił się zwyczajowy komunikat, samiec Beta, pewnie przekonany, że komitet się rozpadł, nie wytrzymał i napisał: - Proszę przyjąć moje najszczersze kondolencje! - dodając - Jak zwykle forum milczy, a ja i tak piszę swoje. - Omega poprosiła go, żeby „swoje” pisał gdzie indziej i żeby nie zaśmiecał wątków służących podawaniu informacji organizacyjnych. Natomiast po kolejnym spotkaniu komitetu zamieściła na forum - bez słowa komentarza - zaktualizowany wykaz organizatorów zjazdu, z którego definitywnie zniknął samiec Beta.

Internetowe uszczypliwości ze strony samca Beta wobec Omegi trwały nadal, przybierając nawet na sile. Robił bowiem wszystko, żeby podważyć jej działania i zakłócić komunikowanie stanu przygotowań do zjazdu. Każdą informację zamieszczoną przez organizatorów przykrywał swoim, jak zawsze prowokacyjnym, wpisem. Omega świadomie od czasu do czasu wchodziła w ostre internetowe spięcia prowokowane przez Betę. Celowo podtrzymywała jego niechęć do siebie i całą jego uwagę skupiała na swojej osobie, żeby w ten sposób trzymać samca Betę jak najdalej od spraw bezpośrednio związanych z organizacją zjazdu oraz od wpływu na realne decyzje. Robiła to również dlatego, że nie chciała utracić bezpośredniego kontaktu ze swoim niesfornym klasowym kolegą, jednym z najaktywniejszych współtwórców internetowego forum. Wychodziła z założenia, że gorący konflikt był lepszy od zimnej obojętności. Cierpiała na tym atmosfera przygotowań do zjazdu, ale Omega wierzyła, że merytoryczna rzeczowość i organizacyjna kompetencja przykryją chwilowe zamieszanie.


KONFRONTACJA

Najdalej posuniętą złośliwością Bety wobec Omegi było nazwanie jej "podstarzałą diwą". W ten sposób boleśnie zraniony samiec Beta próbował odwrócić sens słów, które do niego samego skierował samiec Alfa, próbując przywołać do porządku dawnego klasowego kolegę starającego się teraz za wszelką cenę i na wszelkie sposoby zwracać na siebie uwagę. Alfa napisał: - Wyluzuj. Beta, wyluzuj się, podstarzałe diwy są tylko żałosne.

Po długich tygodniach milczenia samiec Alfa wrócił wtedy na forum, żeby zwracając się bezpośrednio do samca Beta spróbować wytłumaczyć mu niewłaściwość jego zachowania. Rzeczowo przypomniał mu, że to nie jest forum prywatne, i że nie wszyscy muszą być zainteresowani ekshibicjonistycznymi popisami Bety. Stanął również zdecydowanie w obronie Omegi, podkreślając autorytet, którym zawsze cieszyła się, i którego podważanie było nie na miejscu.

Obecność samca Alfa stanowiła również milczące wsparcie dla Ety, która nie kryła się z sympatią dla chłopca, w którym kiedyś podkochiwały się prawie wszystkie dziewczynki. Teraz, po latach, mogła zbliżyć się do niego. To ona go odszukała i sprowadziła na popularny portal, to ona podtrzymywała z nim prywatny kontakt, stając się z wolna jego pełnomocnikiem do spraw szkolnych, przez co dla samca Beta stała się obiektem umoralniających uwag, którymi uparcie publicznie przywoływał do porządku zamężną koleżankę, zakochaną - jak sądził - w Alfie i dążącą do spełnienia szkolnej miłości.

Jednak on sam również uległ czarowi dawnego kolegi, gdy ten wreszcie zauważył go i zwrócił się do niego bezpośrednio. Krytyczne uwagi Alfy nie były istotne, ważne było, że oto sam Alfa poświęca Becie uwagę. W każdym zdaniu Bety wyczuwało się wibrującą radość z tego bliskiego kontaktu, której szczytowym wyrazem była krótka myśl, jakby wiersz, skierowany do samca Alfa, który nie raz wspominał na forum o swoich egzotycznych podróżach po świecie, również o najbliższej. Samiec Beta pisał, że oto obaj wyruszają w podróż: Alfa poprzez świat, a Beta w głąb siebie. Pytanie, które kończyło ten krótki, nabrzmiały namiętnością wiersz, brzmiało jak wyznanie miłości: Beta chciał wiedzieć, czy te drogi kiedyś się przetną, a oni dwaj czy kiedyś wreszcie się spotkają. Na swoje pytanie nie uzyskał jednak odpowiedzi, gdyż powiedziawszy co miał do powiedzenia, samiec Alfa ponownie zniknął ze szkolnego forum.


KU PAMIĘCI

Pierwszy szkolny zjazd tamtej małej, zapomnianej szkółki odbył się zgodnie z planem. Był jednocześnie bardzo uroczysty i bardzo swojski, a wzięło w nim udział ponad stu wzruszonych uczniów z kraju i ze świata, ośmiu dawnych nauczycieli, kilku rodziców dawnych uczniów, inni zaproszeni goście. Tydzień wcześniej Omega zamieściła na szkolnym forum szczegółowe podsumowanie czteromiesięcznych przygotowań, w tym dokładne wyjaśnienie podłoża konfliktu między nią a samcem Beta, z którym ten ostatni zasadniczo się zgodził. Omega publicznie przeprosiła Betę za wszelkie przykrości, które z jej powodu mógł odczuć i poprosiła kolegę z dawnych lat, żeby wpisał się na listę uczestników.

Podczas zjazdu Omega oddała sprawiedliwość Becie, oficjalnie dziękując mu za ciekawe pomysły uczczenia miejsca po ich dawnej szkole. Szczególnie zależało jej na nagłośnieniu pomysłu najdalej idącego, z którym Beta podzielił się na samym początku ich internetowych spotkań po latach. Na małym skwerku, który powstał na miejscu ich małej szkoły mogłaby powstać artystyczna instalacja upamiętniająca wszystkie dzieci tego miasta. Oto na ścieżkach i na trawnikach widzimy odlane z metalu postaci małych uczniów, którzy wybiegli właśnie ze szkoły i w radosnych podskokach rozbiegają się w różne strony. Komuś z pleców spadł na ziemię tornister, z tornistra wysypały się książki, a spomiędzy nich wypadło na ziemię – serce.

Czy taki pomnik małych mieszkańców tego miasta kiedykolwiek powstanie, trudno powiedzieć. Na razie nikt nie podejmuje żadnych kroków w tym kierunku. Omega wie, jak można byłoby ten pomysł zrealizować, ale nie ma już do niego ani serca, ani zdrowia. W tej chwili spoczywa na niej moralny obowiązek doprowadzenia do końca pracę nad monografią szkoły rozpoczętą przez jednego ze szkolnych kolegów, długoletniego radnego miejskiego, dzięki którego zaangażowaniu udało się uzyskać od władz miasta daleko idącą pomoc w organizacji zjazdu, a który po szkolnym zjeździe, a zaraz potem po kolejnych wygranych samorządowych wyborach - wycofał się z pracy na rzecz utrwalania pamięci po dawnej szkole.


EPILOG

Szkolne forum w naszej-klasie ucichło. Oprócz wspomnień o zjazdowych spotkaniach, które ich uczestnicy zachowali w serdecznej pamięci, w pejzażu miasta pozostały tablice upamiętniające dawną szkołę. Powstały one z inicjatywy samca Beta, chociaż on sam nie potrafił w realnym świecie przeprowadzić realizacji własnych pomysłów. A więc jest tablica na małym skwereczku nad rzeką, dokąd przez kilkanaście lat każdego ranka z tornistrami na plecach podążała nieduża gromadka dzieci. I jest tablica na ścianie pamięci na miejscowym cmentarzu, gdzie można pomodlić się za tych, którzy już odeszli.

W internecie Omega stworzyła specjalną stronę poświęconą zarówno całej szkole, jak i poszczególnym klasom, na której zgromadziła wszystkie zebrane wspomnieniowe materiały oraz liczne zdjęcia - stare i nowe. Niedawno jedna z dawnych uczennic namalowała jasny i pogodny obraz z ich szkołą w roli głównej. Prezentacja obrazu odbyła się podczas corocznego niezobowiązującego zejścia się w restauracji sąsiadującej ze skwerkiem nad rzeką - zawsze wieczorem w dniu zakończenia aktualnego roku szkolnego. Obraz oraz inne ważne pamiątki po ich szkole postanowiono przekazać do miejscowego muzeum. Być może akt ten uda się połączyć z uroczystą promocją powstającej monografii, której główny rozdział właśnie pisze inny kolega, historyk.

Samiec Alfa nie przyjechał na zjazd, ale jest w bliskim kontakcie z Etą, która na zjazd przyjechała, przywożąc cały transport pamiątkowych koszulek, których projekt z jej inicjatywy powstawał podczas zgodnej dyskusji na szkolnym forum. Eta z czasem zaprzyjaźniła samca Alfa ze swoim mężem i ze swoim domem. Ostatnio Omega otrzymała od Ety i Alfy pozdrowienia ze wspólnego wypadu na wielki koncert wielkiej gwiazdy ich młodości. A jeszcze wcześniej, kiedy forum szkolne jeszcze żyło, Eta zamieściła serię zdjęć ze wspólnej z samcem Alfa wyprawy w głąb afrykańskiego kontynentu. Na jednym z nich widać ich oboje w jakiejś afrykańskiej wioseczce, ubranych w koszulki z dużym i dumnym napisem: Jestem z tej szkoły - z wypisaną jej zwyczajową nazwą. Samiec Beta natomiast zaprzestał komentowania prywatnego życia Ety, a Omegę podczas zjazdu w krótkiej prywatnej rozmowie przeprosił za sposób, w jaki się o niej wyrażał, tłumacząc, że nigdy tak o niej nie myślał, i że to przecież nie był on, tylko - Internet.


Dedykowane Publicyście z myślą,
że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło
;)


24.09.2011


KOMENTARZE - tutaj


.

Nigdy nie byłem 2/3 Dezintegracja


O dawnych koleżankach i kolegach z podstawówki samiec Beta pewnie wiedział mniej, niż sugerowały niektóre jego wypowiedzi na portalu służącym szkolnym spotkaniom po latach, bowiem w przeciwnym razie nie byłby aż tak zaskoczony późniejszymi informacjami na temat klasowego kolegi, którego nazywamy tutaj samcem Alfa. Gdyby Beta wcześniej wiedział to, co wiedziały Omega, Eta oraz kilka innych osób, pewnie nie wyznałby Alfie na szkolnym forum internetowym - ani w żadnym innym miejscu - swojej miłości. Podobnie, gdyby Beta znał zdecydowany charakter szkolnej koleżanki, w imię którego Omega zdolna była do twardej bezwzględności, pewnie powstrzymałby się od tych kilku słów wspomnień, którymi powitał ją po czterdziestu latach, pisząc, że Omega zawsze kojarzyła mu się z jakimś jasnym, nieosiągalnym ideałem.


WIZUALIZACJA

Omega - wraz z innymi uczestnikami internetowych pogawędek - entuzjastycznie podchwyciła pomysł stworzenia elektronicznej wizualizacji budyneczku ich nieistniejącej szkoły, rzucony przez samca Alfę, który jednak nie wykazywał zainteresowania osobistym zaangażowaniem się w praktyczną realizację projektu. Wsparcie w jego przeprowadzeniu zadeklarował natomiast samiec Beta, oznajmiając, że z pomocą syna może spróbować wykonać taką wizualizację ich dawnej szkoły.

Uczestnicy internetowych dyskusji zaczęli z pietyzmem liczyć w pamięci drzewka wokół boiska sadzone rękoma kolejnych powojennych roczników rozpoczynających naukę w malutkiej szkole nad rzeką. Sprzeczali się zajadle, czy były to lipy, czy topole. Liczyli w pamięci okna w budynku szkolnym, odtwarzali wygląd korytarzy i klas. Niewielki rozmiar tamtej szkółki stanowił duże ułatwienie: było w niej zaledwie siedem lub osiem sal lekcyjnych, pokoik nauczycielski wykrojony z części korytarza na pierwszym piętrze, kancelaria pani kierowniczki na piętrze drugim, tamże biblioteka, w której po wprowadzeniu do programu podstawówek kolejnej - ósmej - klasy rozłożył się kątem gabinet lekarski, zwalniając w ten sposób dodatkowe pomieszczenie potrzebne do celów dydaktycznych.

Stary poniemiecki budynek ocalał wśród morza powojennych zgliszczy starówki, przez której rozległe rumowisko przynajmniej dziesięć kolejnych powojennych roczników maszerowało do szkoły. Wybudowany w połowie dziewiętnastego wieku, w połowie następnego stulecia groził zawaleniem, o czym regularnie przypominano uczniom, zabraniając im skakać, wychylać się przez okna, czy nawet opierać o ściany. Właściwie od samego początku szkoła w tym miejscu i w tej formie była skazana na śmierć. Rok po zakończeniu nauki przez klasę Alfy, Bety, Ety i Omegi zlikwidowano najlepszą w województwie podstawówkę, uczniów przeniesiono do zwykłych szkół podstawowych, budynek zrównano z ziemią, a na jego miejscu utworzono nad rzeką mały skwerek.

Większość uczniów, którzy czterdzieści lat później odnaleźli się w internecie, lubiła nazywać swoją szkołę elitarną: istniała samodzielnie, ponad podziałem miasta na szkolne rejony, uczyła w niej wyborowa przedwojenna kadra nauczycielska, nabór do niej odbywał się na specjalnych zasadach, a jej zadaniem było nie tylko nauczenie garsteczki uczniów podstaw wiedzy, ale również – podczas obserwowanych lekcji – pokazanie zastępom młodzieży przygotowującej się do zawodu nauczyciela, w jaki sposób należy uczyć.


CZEGO POSZUKUJEMY?

Projekt stworzenia wirtualnego modelu budynku szkoły nie został doprowadzony do końca. Syn samca Beta wycofał się ze współpracy ze względu na - jak ten poinformował - zmianę planów życiowych. W tej sytuacji pomysłodawca projektu, samiec Alfa, w prywatnej korespondencji z Omegą rozważał pokrycie kosztów zlecenia prac profesjonalnej firmie, ale Omega, widząc co się dzieje, zaproponowała uznać sprawę za zamkniętą. Samiec Beta wśród ogólnych zachwytów przedstawił na szkolnym forum króciutki wzruszający filmik z ich szkołą w roli głównej, który powstał jako wstęp do zamierzonej szczegółowej wizualizacji.

Beta zapamiętał wiele szczegółów dotyczących dawnej szkoły, którymi chętnie się dzielił, ale nie wydawał się dzielić z innymi uczniami obecnymi na forum ciepłych uczuć w stosunku do niej. Przywoływał wspomnienia aktów niesprawiedliwości ze strony uczniów lub nauczycieli, których ofiarami były osoby słabsze lub mniej przebojowe, do których zaliczał samego siebie. Kiedy po roku fala wspomnień toczonych w internecie przygasła, Beta zaczął otwierać na forum szkolnym coraz bardziej kontrowersyjne wątki, zaczynając od tematu „Czego poszukujemy?”. Pisał, że odnaleźliśmy się po latach wyłącznie dzięki pomysłowi kilku informatyków z Wrocławia, którzy stworzyli ten portal. Stwierdzał, że reakcja dawnych uczniów na szansę powrotu do minionych lat jest poszukiwaniem czegoś, czego przez całe życie nam brakowało. Według niego to bliżej nieokreślone „coś” miało być brakującym elementem, który „pozwoli każdemu poprawić jakość swojego życia, przede wszystkim w rozumieniu psychicznym”.

Samiec Beta sugerował, że forum przygasło, ponieważ poszukiwane „coś” nie spełniło pokładanych w nim oczekiwań: „Zastanawiam się czy to coś nie mogło nabrać jakichś realnych kształtów, czy też nie potrafiliśmy tego wydobyć z siebie. Ten mój wątek jest próbą wyciągnięcia z nas wszystkich, czym jest to coś. Zapewne jest to próba w bardzo dużym stopniu skazana na niepowodzenie, bo wymagałaby obnażenia przez każdego swojego wnętrza. Zapewne jest to na forum publicznym bardzo trudne, a być może szkodliwe dla każdego z nas. Wraca tu motyw nieuniknionej samotności, którą musimy nosić z sobą od chwili urodzenia aż do śmierci.”

Po długiej i ciekawej wymianie zdań na tematy poruszone w tym wątku przez samca Betę, na forum ponownie zapadła cisza. Omega od czasu do czasu pojawiała się głównie po to, żeby przypomnieć, że pamięta o postulowanej przez wszystkich organizacji pierwszego zjazdu szkolnego. Nikt jednak nie podejmował tego tematu, poza Betą, który powątpiewał, czy grupka aktywistów z internetowego forum poza przestrzenią wirtualną będzie miała innym cokolwiek ciekawego do zaproponowania. I cytował kolejnych poetów wyszukanych w internecie. Po Wisławie Szymborskiej („nasi ludzie nie umieją mówić ze sobą”) oraz Małgorzacie Hillar („miłość jest czekaniem”) przyszedł czas na Tetmajera: „Nie wierzę w nic, nie pragnę niczego na świecie, / Wstręt mam do wszystkich czynów, drwię z wszelkich zapałów: / Posągi moich marzeń strącam z piedestałów / I zdruzgotane rzucam w niepamięci śmiecie...”


DALSZE CYTATY

W nawiązaniu do wiersza o miłości będącej czekaniem samiec Beta napisał, że czytając powyższy wiersz zobaczył, że „całe jego życie było wielką miłością, ciągłym czekaniem”. Na pytanie Omegi, dlaczego „było”, dlaczego czas przeszły, odpowiedział: „Przeszły, bo ciągle jednak mam malutką nadzieję, że się doczekam. Przeszedłem i obok Was. Dlatego teraz powróciłem do podstawówki aby być może przejść chociaż na skróty jeszcze tą zagubioną właściwą ścieżką. Myślę, że każdy z nas ma jakieś pokręcone swoje drogi i chyba jest tu właściwa odpowiedź na moje pytanie w tytule wątku.”

Następnie samiec Beta zacytował jeszcze Psalm 25 o ufności wśród niebezpieczeństw, potem zaczął pisać o okrucieństwie życia oraz o cierpieniu, po czym zalał forum kolejnymi smutnymi wierszami, a potem uraczył obecnych tekstem Marii Peszek „Pieprzę cię miasto” i narzekaniem, że wszyscy zamilkli. I znowu nastąpił wysyp melancholijnych wierszy w dużej ilości, przeplatanych przez innych uczestników forum kierowanymi do Bety prośbami o niezalewanie forum rozpaczą. Eta zacytowała słowa Goethego: "Każdego dnia trzeba posłuchać choćby krótkiej piosenki, przeczytać dobry wiersz, obejrzeć piękny obraz, a także, jeżeli to możliwe, powiedzieć parę rozsądnych słów”, dodając, że ostatni fragment zdania szczególnie poleca samcowi Beta w jego drodze do destrukcji. Kiedy inna z uczestniczek zauważyła, że w cytowanej myśli należałoby położyć szczególny nacisk na słowo „rozsądnych”, Beta wyznał, że jemu akurat to „rozsądne” zbytnio nie pasuje, gdyż dość często z tym „rozsądnym” nie jest po drodze temu co sprawiedliwe i prawdziwe. Według niego postępować rozsądnie, to postępować tak, aby nasze działanie przyniosło zamierzone efekty, a na tej drodze nie ma jednak niczego, co wiązałoby się z moralnością czy uczciwością. - Omega zapamiętała te słowa.


17.09.2011


KOMENTARZE - tutaj



.

Nigdy nie byłem 1/3 Sentymenty


- Nigdy nie byłem, nie tylko w szkole, samcem alfa, ani nie próbowałem zająć jego miejsca. Również nigdy nie dałem się jednak podporządkować samcowi alfa, ani samicy alfa. - Tak napisał na forum klasowym, kiedy czterdzieści lat po ukończeniu szkoły podstawowej odnaleźliśmy się na znanym portalu. To mój kolega z podstawówki, o którym przedtem niewiele wiedziałam, a któremu w tej opowiastce nadam imię - samiec Beta.


LISTA OBECNOŚCI

W naszej-klasie.pl zalogował się jako jeden z pierwszych. Początek dałam ja: założyłam konto naszej malutkiej szkółki, nieistniejącej już od lat, i otworzyłam listę obecności w mojej dawnej klasie. Wkrótce odnalazła mnie tam koleżanka z podstawówki i ogólniaka [Stalowe magnolie], która w tym samym czasie zaczęła szukać kontaktu z samcem Alfa - jednym z przywódców klasowych.

Koleżance nadam imię Eta, bo na taką samą literę zaczyna się jedno z jej imion prawdziwych. Dla siebie zarezerwuję ostatnią literę greckiego alfabetu, bo przede wszystkim w przestrzeni między Alfą i Omegą rozegra się historia, której bohaterem będzie ten, o którym w szkole wiedzieliśmy tyle tylko, że jest.

Samiec Beta na liście obecności zalogował się jako trzeci, wkrótce dołączyły dwie kolejne koleżanki z Ety i Omegi dawnej paczki, oraz - przez Etę odnaleziony – samiec Alfa. Potem wpisywać się będą dalsze osoby, świadkowie internetowej dramy.

Na forum dyskusyjnym w naszej-klasie, które Eta otworzyła wątkiem „Nasza klasa poszukiwana”, Alfa zada mi pytanie, na które nie będę umiała odpowiedzieć: - Omega, jak to robiłaś, że wszyscy mieli do ciebie szacunek? - Zrewanżuję się jednak podobnym pytaniem: - Alfa, a jak ty robiłeś, że tyle dziewczyn zakochiwało się w tobie? - na które również nie uzyskam odpowiedzi.

Tak było w szkole podstawowej, tak było również w ogólniaku, gdzie Alfa miał opinię jednego z największych szkolnych amantów, a jego sława przekraczała mury naszej szkoły. Gdy patrzyłam wtedy na niego, miałam wrażenie, że działo się tak bez najmniejszego wysiłku z jego strony – wystarczało, że był. Być może z tym szacunkiem dla mnie – jeśli prawdą jest co mówi – było podobnie. Byłam – i to wystarczało.


RZUTCY, DOWCIPNI, ZGRANI

Po pierwszych emocjonalnych kontaktach, Alfa już tylko z doskoku wpadał na forum, swoją nieobecność tłumacząc trzema etatami, domowymi obowiązkami singla oraz powinnościami życia towarzyskiego. W tej sytuacji samiec Beta stawał się filarem forum klasowego, a z czasem szkolnego również.

Mała elitarna szkółka, istniejąca jedynie przez około dwadzieścia powojennych lat, zgromadziła w internecie niewielką liczbę dawnych uczniów - dzieci tej szkoły, jak lubimy o sobie mówić. W gronie stu kilkunastu osób szóstka aktywistów z klasy samca Beta, a w niej on sam, brylowała. Rocznik 1959-1967: rzutcy, dowcipni, zgrani. Inne klasy z zazdrością przypatrywały się naszym internetowym poczynaniom, z czasem kilka z tych osób dołączyło do szkolnej czołówki.

Forum tętniło życiem: spisaliśmy mnóstwo wspomnień i zgromadziliśmy mnóstwo zdjęć. Wymyśliliśmy też kilka sposobów upamiętnienia naszej szkoły: samiec Alfa rzucił pomysł stworzenia wirtualnego modelu budynku szkoły, samiec Beta proponował uczczenie miejsca po dawnej szkole, Omega zadeklarowała stworzenie strony internetowej szkole poświęconej. Wszyscy uważali, że trzeba zorganizować spotkanie – klasowe, szkolne – pierwsze po tylu latach i jak powiedział samiec Alfa, być może ostatnie w tym życiu.


PRYWATNE ŚLEDZTWA

Kiedy samiec Beta wpisał się na klasową listę obecności, nie był pewien, czy ktokolwiek będzie go pamiętał. Być może dlatego udawał, że sam niczego nie pamięta. Jednak Eta i Omega zapamiętały prawie wszystkich uczniów, którzy choćby przewinęli się przez ich klasę, a więc jego też.

Omega pamiętała twarz o semickich rysach, ale niewiele mogłaby o swoim koledze powiedzieć. Pamiętała jeszcze jego matkę i siostrę, i że mieszkali w domu z dużym ogrodem. Po skończeniu szkoły spotkała samca Beta tylko raz: w latach osiemdziesiątych minęła na ulicy kapitana milicji, w którym bez trudu rozpoznała kolegę z podstawówki.

Gdy spotkali się w internecie, Beta napisał, że pracuje w firmie telekomunikacyjnej, i że musi codziennie pokonywać prawie osiemdziesiąt kilometrów w drodze do/z pracy. A kiedy po raz pierwszy rozmawiali twarzą w twarz, Omega spytała wprost o tamten mundur, za co Beta był jej bardzo wdzięczny.

Wyjaśnił, że pracował w pionie technicznym, a Omega na ten temat nie zadawała więcej pytań, choć niektóre wypowiedzi samca Beta na temat różnych osób mogły świadczyć, że mógł mieć dostęp do milicyjnych akt. A może to tylko zwykła ciekawość kazała mu przeprowadzać małe prywatne śledztwa?


ZDJĘCIA Z UKRYCIA

Samiec Beta akcentował na forum swoje żydowskie pochodzenie, wspominał też o przykrościach, które z powodu pochodzenia spotykały go w szkole podstawowej, czego Omega zupełnie nie była świadoma. Przypomniał też, że należał do dołów klasowych, do tych niewidzialnych, którzy nie liczą się w życiu klasy. Omega nie bardzo wiedziała, o co samcowi Beta chodzi. Przecież ona też nie kolegowała się ze wszystkimi dziećmi. Sympatie powstawały spontanicznie, tak jak spontanicznie dziewczynki zakochiwały się w tym, a nie w innym chłopcu.

Pamiętała jednak bardzo wyraziście Ipsylona, spokojnego i pogodnego chłopca o palcach wiecznie poplamionych atramentem, który miał opinię klasowego ciamajdy, ale który z uśmiechem uczestniczył w zabawach samca Alfa oraz jego niewielkiej paczki, na przykład jako giermek, kiedy bawili się w rycerzy, i którego Alfa teraz wspominał jako dobrego kolegę. Ipsylon w pewnym momencie wpisał się na klasową listę obecności, ale na tym skończyła się jego aktywność w dawnej klasie. Później od siostry  Ipsylona dowiedzieliśmy się, że mieszka poza naszym miastem i z pełnym oddaniem opiekuje się niepełnosprawnym dorosłym synem.

Omega czuła, że samiec Beta, kiedyś niewidzialny, teraz przyszedł tutaj, żeby wreszcie zostać zauważonym. I jeszcze po to, żeby skonfrontować się z samcem Alfa jak równy z równym. Alfa i Beta przywitali się serdecznie, lecz bez wylewności. Samiec Alfa nie miał samcowi Beta wiele do powiedzenia, a ten w jego obecności powściągał swoją zwykłą internetową rozmowność.

Jak okazało się, Beta pamiętał bardzo dużo z czasów szkolnych. Był chyba tym, który przechował w pamięci najwięcej szczegółów. Mówiąc o koleżankach i kolegach używał czasami urzędowej formy – imienia i nazwiska, bez żadnych zdrobnień, tak jakby miał je spisane na jakiejś liście. Przechował wiele pamiątek z okresu szkoły, w tym zdjęcia, o których istnieniu nie wiedzieliśmy, a które Beta robił nam ukradkiem.


25.06.2011


KOMENTARZE - tutaj