Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trzy pieczęcie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trzy pieczęcie. Pokaż wszystkie posty

Trzy pieczęcie. Świadectwo


W dwóch cyklach historii z samego życia - w formie autobiograficznych opowiastek - starałam się pokazać problem, z którym zmagałam się przez prawie pół stulecia, w tym w sposób świadomy przez lat trzydzieści pięć. [Wysłuchane modlitwy] powstawały w roku 2009 w bólu otwierania starych ran, natomiast pisząc w 2010 roku [Kobiety mojego życia] miałam już spory dystans do opisywanego problemu. W roku 1964, mając dwanaście lat, po raz pierwszy weszłam psychicznie w rolę mężczyzny. Od tamtego czasu psychicznie identyfikowałam się z płcią odmienną od mojej płci biologicznej. Po trzydziestu pięciu latach cierpienie to zostało ze mnie zdjęte, a ja – niespodziewanie dla siebie samej – uzdrowiona. Miało to miejsce podczas Wylania Ducha Świętego w lutym 1999. W poniższym tekście, który jak sądzę, zamknie obecny cykl dotyczący tamtego bolesnego doświadczenia, chciałabym rzecz podsumować oraz odnieść się do niektórych pytań i wątpliwości, które padły w dyskusji pod wymienionymi notkami.


Pieczęć psychiczna

Zaburzenie identyfikacji seksualnej, które stało się moim udziałem, zakwalifikowałam na podstawie lektur jako – transseksualizm. Kiedy dokonywałam tej kwalifikacji, miałam dwadzieścia jeden lat. Nie konsultowałam swojej diagnozy z żadnym psychiatrą czy psychologiem. W latach późniejszych, po pierwszym nawróceniu, w taki sposób przedstawiłam swój problem kilku doświadczonym spowiednikom, którzy nie wnieśli zasadniczych zastrzeżeń do mojej diagnozy.

Z pomocy psychiatrycznej w zakresie omawianego problemu dane mi było skorzystać tylko raz - w czasach studenckich. Wtedy nie potrafiłam jeszcze nazwać problemu. Z wcześniejszych lektur na tematy seksuologiczne wyczuwałam, że nie jest to ani homoseksualizm, ani biseksualizm. W wieku lat siedemnastu w rozmowie z Matką określiłam swój stan jako „niewłaściwość płci”. Mama potraktowała moje wyznanie jako wymysł dorastającej dziewczyny. Cztery lata później przypadkowo trafiłam do psychiatry, skierowana przez lekarza akademickiego, do którego zgłosiłam się mówiąc jedynie, że mam problem z nerwami. Psychiatrze powiedziałam o źródle rozstroju nerwowego - pewna konkretna kobieta działała na mnie jak na mężczyznę i nie mogłam sobie z tym nerwowo poradzić. Psychiatra jedynie spytał, czy się masturbuję. Kiedy przez moment zastanowiłam się, czy odprężenie seksualne, które samoistnie, bez żadnych myśli czy działań o charakterze erotycznym, zachodzi w moim ciele, można uznać za masturbację, psychiatra nie czekając na odpowiedź wpisał do wywiadu: - Masturbuje się. Homoseksualizm. - I wypisał receptę na silny środek psychotropowy. Po kilku dniach stosowania odstawiłam lek i nie wróciłam do leczenia psychiatrycznego.

Opisana wizyta miała miejsce w roku 1973 w klinice psychiatrycznej w dużym ośrodku naukowym. Tamten czas, to epoka peerelu i braki wszystkiego, w tym papieru na publikacje książkowe, co oznaczało ograniczenie dostępu do źródeł wiedzy. Lat mojej młodości nie można porównywać do obecnej epoki rewolucji informacyjnej, gdy właśnie dwoma kliknięciami wyszukałam tytuł pracy, która w tamtym samym roku – niedługo po opisanej wizycie u psychiatry – przypadkowo wpadła mi w ręce. „Płeć człowieka”, książeczka autorstwa profesora Krzysztofa Boczkowskiego, wydana byle jak na byle jakim papierze, siermiężna jak peerel, w której omówione zostało zjawisko transseksualizmu, była dla mnie wyzwalającym odkryciem. Bingo! Jestem w domu! To jest to! Idąc tym tropem dowiaduję się o operacjach (tak zwanej) zmiany płci, ale takie rozwiązanie problemu nie przemawia do mnie. Rok później dane jest mi pierwsze nawrócenie [Świadectwo], po którym moja uwaga skierowana zostaje bardziej na kwestię zbawienia w wymiarze wiecznym niż zaspokojenia - bardzo ludzkich - pragnień w wymiarze doczesnym. Zaczynam stawiać na człowieczeństwo w sobie – na wymiar ponad seksualny. W tej sytuacji nie potrzebuję i nie poszukuję konsultacji psychologicznych czy psychiatrycznych. W latach osiemdziesiątych dodatkowym argumentem za unikaniem zwierzeń w takich gabinetach jest wszechobecna inwigilacja służby bezpieczeństwa.


Pieczęć duchowa

Lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku, to w moim życiu coraz bardziej świadomy powrót do Kościoła, w którym kiedyś zostałam ochrzczona, to intensywny rozwój duchowy i religijny. Piszę o tych sprawach we wcześniejszych edycjach tego bloga i nie widzę sensu wracania do nich w tym wyjaśnieniu.

Pewnie nigdy nie dojdę źródeł swojego problemu psychicznego. Z czasem, kiedy nauczyłam się z nim żyć i funkcjonować jako człowiek, przyczyny zaburzenia sfery seksualnej stają się coraz mniej istotne. Swoje zaburzenie zaczynam postrzegać jako wyzwanie - łaskę - którą mogę i chcę wykorzystać do pracy nad sobą. Przyjmuję za własną prawdę zawartą w słowach Jezusa na temat niezdolności do małżeństwa: Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!» (Mt 19,10-12) W moim życiu zdają się spełniać wszystkie trzy przyczyny mojej samotności. Ostatnia z nich przyjęta została w sposób dobrowolny już po uzdrowieniu. Kto może pojąć, niech pojmuje!

Ważny dla mnie okres piętnastu lat pracy pedagogicznej z młodzieżą (1977-1992), który nastąpił zaraz po studiach, to już okres budowania własnego człowieczeństwa i świadomego dawania świadectwa człowieczeństwa wobec młodzieży. Pozytywne relacje wielu dawnych uczniów, które dotarły do mnie po latach, stanowią potwierdzenie słuszności wybranej drogi wychowawczej. Nie sądzę, żeby moje wewnętrzne problemy w negatywny sposób rzutowały na psychiczny czy moralny rozwój moich uczniów. Mam również nadzieję, że moi dawni uczniowie, z których ostatni rocznik maturzystów ma obecnie 37 lat, zdadzą kolejny egzamin dojrzałości i jeśli zajdzie taka potrzeba zrozumieją obecne świadectwo jednej ze swych dawnych nauczycielek.


Pieczęć eklezjalna

Uzdrowienie, którego doświadczyłam, miało miejsce we wspólnocie Kościoła Rzymsko-Katolickiego, w kontekście Wylania Ducha Świętego przy końcu 20-tygodniowego Seminarium Odnowy w Duchu Świętym w lutym 1999, które odbyłam w charakterze rekolekcji podjętych po śmierci mojej Mamy. Pierwszym motywem podjęcia tych ćwiczeń duchowych była chęć ponownego uporządkowania życia – odrodzenia w sobie życia chrześcijańskiego. Udział w Seminarium Odnowy ofiarowałam w intencji zmarłej Mamy.

Trzy dni przed oficjalnym zakończeniem wspomnianych praktyk rekolekcyjnych Pan Bóg dał mi łaskę ponownego nawrócenia, i niespodziewanie dla mnie samej ofiarował mi również uzdrowienie ze stanu, który postrzegałam i postrzegam jako transseksualizm. Podobnie jak nie posiadam pieczęci żadnej poradni psychiatrycznej stwierdzającej oficjalnie, że moje zaburzenie identyfikacji seksualnej zostało zakwalifikowane jako transseksualizm, tak samo nie posiadam pieczęci żadnej wspólnoty kościelnej stwierdzającej oficjalnie, że moje słowa o uzdrowieniu są prawdą.

Nauczyłam się w swoim życiu radzić sobie zasadniczo sama - zarówno w sprawach psychicznych, jak i duchowych. Uznałam, że lepsze to od wpadnięcia w ręce nieudolnych specjalistów od jednych i drugich. Dziesięć lat temu wydawało mi się, że dany będzie mi konkretny adres w Kościele – poza moją rodzimą parafią – gdzie świadectwo mojego życia zostanie zapisane i przypieczętowane. Ponieważ w sposób bardzo bolesny stało się inaczej, w tym blogu dostrzegłam szansę opisania - jednego życia (a life). Każda notka, każdy tekst, każda opowiastka, jest jak list wkładany do butelki i rzucany w bezmiar oceanu. To są moje listy o Kościele i do Kościoła. Reszta – i wszystko – w rękach Pana Boga.



12.11.2010


KOMENTARZE - tutaj

CYKL I - Wysłuchane modlitwy (1-4)
CYKL II - Kobiety mojego życia (1-3)
 
 
.

Kobiety mojego życia 3/3 Autobiografia


Otaczają cię kobiece kobiety – atrakcyjne i eleganckie. Kobiety, których mężczyzna nie może nie zauważyć. Więcej ich teraz w twoim życiu niż kiedykolwiek przedtem, a ty patrzysz na nie przede wszystkim wzrokiem matki. Chciałabyś, żeby były piękne wewnętrznie - żeby płonął w nich ten sam ogień, który rozpala twoje serce. Podobnie zresztą patrzysz na mężczyzn – chciałabyś dawać innym to, co zostało tobie dane.

*

Dzięki internetowi odnalazłaś niedawno swoje dawne szkolne koleżanki i kolegów. Z dziewczynami z ogólniaka spotykacie się dość regularnie. W czasach szkolnych byłyście klasą zgodną, ale nie zgraną. Teraz twoje koleżanki nadrabiają zaległości, opowiadając jak w swoich odrębnych grupkach przeżywały szkolne lata. Potem zaczynają opowiadać o tym, jak przeżyły ostatnie niemal czterdzieści lat dzielące was od matury [Stalowe magnolie].

Kiedy koleżanki zwracają się do ciebie z pytaniami, zdajesz sobie sprawę, że twoja pamięć jest pusta. Mężczyzna w tobie, odchodząc w niebyt, zabrał ze sobą swoje wspomnienia, a kobieta w tobie - twoja nowa psychika - nie posiada żadnej emocjonalnej przeszłości. O czym masz im mówić? W przeszłości mężczyzna w tobie w takich sytuacjach umiał robić uniki. Ale teraz jego nie ma, i nie ma nawet niczego do ukrycia. Jest pustka. Powiedzieć, że - ciebie nie było? Kiedy milczenie staje się niezręczne, zaczynasz coś mówić o największej przygodzie swojego życia – o Bogu.

Nieco wcześniej założyłaś w internecie blog, który zacznie się z czasem przekształcać w coraz bardziej publiczny pamiętnik. Dzieje się to spontanicznie, ale z czasem uzmysłowisz sobie, że oto los podał ci narzędzie do odzyskiwania pamięci. Snując opowiastki o swoim życiu, mozolnie przywołujesz przeszłość i porządkujesz ją na nowo – jako kobieta – godząc się z nią i szukając w niej głębszego sensu [Autobiografia: autoportret, autoterapia, autokreacja].

*

Pustka w pamięci wydaje się być zrozumiała. Psychologia mówi, że pamięć jest funkcją psychiki. A więc twoja nowa psychika (psychika kobiety w tobie) po prostu nie może zawierać tych informacji o doświadczeniach i doznaniach, które przez pół wieku gromadziła twoja dawna psychika (psychika mężczyzny w tobie). Wiesz, że jest w tym coś schizofrenicznego, ale tak wygląda rzeczywistość po uzdrowieniu z transseksualizmu.

Rzeczy, o których tutaj mówisz, dzieją się w jednym człowieku. Ty zaś jesteś kimś więcej niż twoja psychika, ty jesteś – osobą. To jest pojęcie o wiele wyższe, głębsze i szersze niż pojęcie psychiki. Procesy psychiczne zachodzą w osobie - spiętej jednością ciała i duszy. A więc twoja dusza, w której umiejscowiony jest rozum i wola, musi zdobyć się na wysiłek przekroczenia tego kolejnego rozbicia. Musisz znaleźć nową syntezę, która zjednoczy w tobie oba doświadczenia – dawne poczucie bycia mężczyzną i nowe poczucie bycia kobietą. Drogą, która do tego prowadzi jest odtworzenie i przyjęcie za własną swojej transseksualnej przeszłości, kiedy twoje ciało i twoja psychika nie były opieczętowane znakiem tej samej płci. Alternatywą byłoby położenie zasłony amnezji na własną historię.

Psychika funkcjonuje na pograniczu ciała i duszy. Dusza potrzebuje ciała, aby mogła funkcjonować w świecie fizycznym. Ciało potrzebuje ducha, aby ciało ożywiał. Duchowa dusza potrzebuje więc fizycznego mózgu, aby w świecie fizycznym wyrazić swoją rozumność i wolność. Święty Jan od Krzyża w duszy umiejscowi również pamięć. Być może jest to pamięć wyższa, ponad psychiczna, dzięki której potrafisz odtworzyć swoją przeszłość w sposób czysto intelektualny.

*

W swojej pamięci natrafisz na coś na kształt rekwizytorni. Zachowały się w niej dawne kostiumy psychiczne, które nosiłaś jako psychiczny mężczyzna. Jego już nie ma w tobie, ale one zostały, jak garnitury w szafie. Doświadczenia życiowe drążą w pamięci korytarze, które niełatwo z niej usunąć. Widzisz to w kontakcie z owymi kobiecymi kobietami, które ostatnio pojawiły się w twoim życiu. Zaczynasz rozumieć, że ich obecność, to rodzaj poligonu doświadczalnego dla ciebie. Musisz nauczyć się być kobietą wśród kobiet.

Duchowe macierzyństwo, którym chcesz się z nimi dzielić, umiejscowione jest na najwyższym poziomie twojej osoby. Jednak pojawiają się w tobie również uczucia bardziej przyziemne, jak choćby kobieca zazdrość, że ty nie jesteś taka jak one. Walcząc w sobie z tą wadą, uciekasz do rekwizytorni pamięci i ubierasz się w męskie do nich nastawienie. Wpadasz więc w komiczną - w sytuacji kobiety - wadę: poczucie męskiej próżności z przebywania w tak pięknym towarzystwie. Czujesz bardzo wyraźnie, że to uczucie nie wyrasta z twojego kobiecego wnętrza – ty jedynie nałożyłaś na siebie dawny kostium.

Próżność - męska czy żeńska – stale jest w tobie obecna. Kiedy po kilkunastu latach odnalazła cię dawna przyjaciółka, pozwoliłaś sobie na żart, który jako psychicznemu mężczyźnie nigdy nie przyszedłby ci do głowy: - Dlaczego ja nie jestem taka bardziej jak Claudia Schiffer? - Na co usłyszałaś w odpowiedzi: - Gdybyś była, to pewnie nie byłabyś tak dobrym człowiekiem. - Oto twoje nowe stare zadanie: ponownie nauczyć się być przede wszystkim człowiekiem, tym razem jako kobieta. I nauczyć się patrzeć na innych tak, jak patrzy na nas Bóg: spoglądać w człowieka, a nie na człowieka.

Każda ze znajomych kobiecych kobiet wydaje się nie mieć wątpliwości, że też jesteś kobietą. Może niezbyt typową, ale – kobietą. One też mają do ciebie stosunek nieco macierzyński. Chętnie dzielisz się z nimi swoim światem  (bez zwierzania się o swojej historii w wymiarze seksualnym), a one równie chętnie podzieliłyby się z tobą swoim. Nauczyłyby cię ukrywania defektów urody pod warstwą makijażu, albo postawiłyby do twojej dyspozycji swoje karty zniżkowe do wszystkich butików świata. Brzmi to kusząco, ale na to jest już za późno. Naturalny czas takiej edukacji był wtedy, gdy w tamtej kolonijnej łazience stałaś pod prysznicem wśród innych dziewczynek, z psychiką zajętą całkiem innymi sprawami niż moda, kosmetyki i chęć podobania się podglądającym was chłopcom.

*

Kiedy byłaś w podstawówce, wychowawczyni posadziła cię kiedyś w jednej ławce z kolegą, w którym kochały się prawie wszystkie dziewczynki w klasie. Twój kolega należał do paczki klasowych łobuziaków, a twoim zadaniem było uspokajanie go swoją obecnością. Nie pamiętasz jak długo miał trwać twój zbawienny wpływ, ale nie zapomnisz pierwszej przerwy po tamtej lekcji. Zostałaś oblężona przez histeryczny tłum koleżanek i wepchnięta w kąt na szkolnym korytarzu. Dziewczynki jedna przez drugą domagały się od ciebie relacji, jak było, jak było, jak było – a ty zupełnie nie wiedziałaś, o co im chodzi.

Niedawno - po dziesiątkach lat - kolega ten przysłał ci pierwszy w życiu liścik, pisany czerwonym atramentem, bardzo serdeczny i nieco sztubacki. Przysyłał ci też podobne mejle - jeszcze bardziej serdeczne i jeszcze bardziej sztubackie. W rozmowach na internetowym forum klasowym [Nigdy nie byłem] podkreślał swoje dla ciebie uznanie i żartował, że jako dwójka singli powinniście się wreszcie pobrać. Próbował uczynić cię również kimś w rodzaju swojego pełnomocnika do kontaktów klasowych. Nie bardzo wiedziałaś skąd bierze się aż taka serdeczność, która nie nawiązywała do niczego w waszych kontaktach w przeszłości. Słyszałaś, że kolega ów wiele lat temu zasmakował także w mężczyznach – pomyślałaś więc, że być może on również słyszał o tobie coś, co takie serdeczności miało czynić uzasadnionymi.

Mówiono ci, że jego rodzina wyprowadziła się z waszego miasta właśnie z powodu nowych zainteresowań twojego kolegi. Zdałaś sobie sprawę, że w tym samym czasie twoim udziałem stało się podobne doświadczenie – przeżyłaś rodzaj homoseksualnego zniewolenia. Oboje studiowaliście wtedy w tym samym ośrodku akademickim, nawet w tym samym gmachu uniwersyteckim, ale w jego obszernym hallu na parterze wpadliście na siebie tylko raz, przy końcu studiów. Czujesz, że każde z was w bardzo różny sposób przeżywało i przeżywa swoje życie. Nie sądzisz, żeby ten człowiek, którego znasz właściwie od przedszkola, chciał cokolwiek zmienić w swoim życiu. Kiedy wasze internetowe kontakty zaczęły się rozluźniać, na wszelki wypadek dałaś mu adres swojego bloga, ale nie sądzisz, że kiedykolwiek z niego skorzystał.

Twój kolega mieszka daleko w świecie i nie przyjechał na pierwszy zjazd waszej dawno nieistniejącej malutkiej podstawówki. Jednak jego sława w twoim mieście nadal żyje. Panie z waszego rocznika, jak również panie nieco starsze, oraz panie nieco młodsze, wszystkie doskonale pamiętają tamtego atrakcyjnego i towarzyskiego chłopca, w którym kochało się pół miasta. Kiedy rozmawiasz z jego sympatiami z tamtych lat - z czasów wspólnego ogólniaka - na twarzach niemłodych już kobiet widzisz nerwowe wzruszenie, gdy o nim mówią. Czujesz, że bardzo chciałyby, żeby kiedyś odwiedził wasze miasto, i że pewnie jednocześnie boją się tej konfrontacji. Ty natomiast rozumiesz, co czują, ponieważ przez moment poczułaś wreszcie to, co poczułaby każda z twoich szkolnych koleżanek, gdyby wtedy, wiele lat temu, wychowawczyni posadziła ją z nim - w jednej ławce.

*

Błogosławieństwem są powroty znajomych z dawnych czasów. Dzięki nim możesz swoją przeszłość budować na nowo - odzyskiwać i porządkować - jako kobieta. W ostatnich latach odnalazł cię również twój dawny chłopak [Auto! Stop!] - mężczyzna, którego doświadczyłaś najbliżej. Dzięki takim spotkaniom widzisz najlepiej, jak zmieniły się bieguny emocjonalne w tobie. Po raz pierwszy w życiu byłabyś w stanie otoczyć go uczuciem, jakim kiedyś mogłaś darzyć tylko kobietę. W odniesieniu do kobiety, która wiedziała o tobie wszystko, nie jesteś natomiast w stanie wykrzesać z siebie wspomnienia dawnego uczucia. Ale kochasz ich oboje - o wiele głębiej niż kiedykolwiek w przeszłości byłabyś zdolna - w głębi swojej duszy. I dziękujesz losowi za to, że byli w twojej bolesnej przeszłości. Dzięki tamtemu chłopakowi w tamtym czasie nie zwariowałaś po doświadczeniu zniewolenia, a dzięki kobietom tamtego czasu - twoje serce nie umarło z zimna. 



Cykl o Kobietach mojego życia dedykuję Mężczyznom mojego życia.
Tym z przeszłości - z przeprosinami za to, że mnie wtedy nie było.
Tym z teraźniejszości - z wdzięcznością za to, że są.


05.11.2010


KOMENTARZE – tutaj
 
PODSUMOWANIE - Trzy pieczęcie


.

Kobiety mojego życia 2/3 Kobieta z odzysku


Kiedy twoja psychika była mężczyzną, nieraz przychodziło ci na myśl, że gdyby nie więzienie kobiecego ciała, byłbyś niezłym sukinsynem. Teraz, kiedy twoja psychika i twoje ciało są jednością, a ty w pełni czujesz się kobietą, myślisz sobie, że gdyby nie tamten krzyż transseksualizmu, to ze swoim temperamentem rozmieniłabyś życie na drobne, spędzając je na romansach i przygodach. A tak – uparcie rozwiązując krzyżową zagadkę swojego życia – zostałaś myślicielem zapatrzonym w wieczność.

*

Adam, pierwszy mężczyzna, z którym rozmawiasz po uzdrowieniu [Trzy pieczęcie], przypatruje ci się z niedowierzaniem. Widzi w twojej twarzy coś, czego kilka dni temu tam jeszcze nie było. Zafascynowany tym widokiem odwraca co chwilę wzrok, zamyka mocno oczy, ponownie patrzy na ciebie, sprawdzając, czy znowu ujrzy to samo. Śmiejesz się do niego całą sobą, z głębi swojej istoty, jak nigdy dotąd nie śmiałaś się do mężczyzny. Tradycyjnie jednak niczego nie mówisz, niczego nie wyjaśniasz - bo jak tu opisać cud.

Źródło światła, które z ciebie bije, jest poza tobą. To samo źródło oświecało twój umysł już dawniej, na progu poprzedniego nawrócenia [Świadectwo]. Teraz jednak ogarnia również twoje ciało, ciebie całą - scaloną i odmienioną. Po raz pierwszy patrzysz na mężczyznę jak i jako kobieta. Jego fascynuje twoja jasność - ciebie fascynuje twoje nowe doświadczenie.

Rozbawiona stawiasz szybko następny krok i zaczynasz patrzeć na niego jak i jako na mężczyznę: - Jak by to było, gdyby... - wyobraźnią docierasz do jego nagości. W jednej chwili odebrane zostaje ci poczucie scalenia. Śmiech w środku ciebie zamiera, wraca dawny ból rozdarcia. W myślach słyszysz skierowane do siebie szybkie pytanie: - Chcesz, żeby znowu tak było? - Nie! - krzyczysz bezgłośnie. - Nie? No to uważaj! - pada ostrzeżenie.

Poczucie scalenia natychmiast wraca, a ty posłusznie uspokajasz wyobraźnię, skracasz wzrok, spuszczasz oczy. Czy Bóg może być zazdrosny o mężczyznę? - szukasz sensu niespodziewanej interwencji. Czy po to zaledwie parę dni temu - podczas Wylania Ducha Świętego - dał ci nieoczekiwane uzdrowienie, żeby teraz cię szantażować? Przecież mężczyzną i kobietą stworzył człowieka. Wmyślasz się w usłyszane ostrzeżenie i nareszcie - rozumiesz! Adam nie jest twoim mężem, co więcej - on jest człowiekiem żonatym. Sięgnęłaś po zakazany owoc, powtórzyłaś grzech Ewy.

*

Przez pół wieku szukałaś sensu. Teraz jesteś gotowa szukać tego, co przez tamte wszystkie lata pozostawało poza twoim zasięgiem – jesteś gotowa na poszukiwanie sensownego seksu. Czujesz, że Bóg nie odmawia ci mężczyzny, że gdzieś tam w swoim boskim rękawie może mieć asa, którego w każdej chwili może wyciągnąć – dla ciebie. U Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

Pragniesz mężczyzny w całkowitym - psychicznym i fizycznym - doświadczeniu tego, co między kobietą a mężczyzną się dzieje. W pełni widzisz, jak ważny dla ciebie jest seks. Jednak pół wieku życia w bolesnej samotności uczyniło z ciebie myśliciela, więc teraz również rozważasz to swoje nowe doświadczenie i to swoje nowe pragnienie, i zadajesz sobie pytanie - czy teraz seks będzie miał sens?

Pierwsza myśl: Twój kręgosłup tego nie wytrzyma. Myśl druga: Dziwna jest kobieta z odzysku, którą wniosłabyś w posagu mężczyźnie. Trzecia myśl: Twoja płodność przeminęła bezpłodnie i bezpowrotnie. Z góry więc wiadomo, że będzie to seks w pewnym sensie jałowy. Jeśli nie będzie związany z życiem, czy nie grozi mu zbytnie związanie z wyżyciem? Myśl czwarta: W doświadczeniu, którego owocem jest twoje uzdrowienie, Stwórca rozkochał już ciebie - w Sobie. Był najpierw, przed jakimkolwiek mężczyzną. Czy nie ma więc prawa do pierwszeństwa względem ciebie? I dlaczego pragniesz mniej, skoro dano ci więcej? Dlaczego szukasz namiastki, gdy doświadczyłaś pełni?

*

Na miłość fizyczną jest już za późno. Prosisz więc Boga, żeby nie wyciągał z rękawa żadnych asów, żeby nie wprowadzał w twoje życie nowego zamieszania. Ukształtowało cię pół wieku życia z poczuciem bycia mężczyzną. Psychika mężczyzny wyrzeźbiła twoją twarz, nadała charakter twojej postaci. Oddzielona od kobiet murem inności, nie nauczyłaś się dzielić z nimi ich świata. Jako kobieta nie masz właściwie żadnej przeszłości. W tym swoim nowym wydaniu jesteś jak człowiek, który obudził się z letargu trwającego pół stulecia.

W świat kobiet w cudzie uzdrowienia zostałaś jednak wpisana przez - dar macierzyństwa. Fizycznie jesteś już ziemią jałową, ale duchowo możesz kwitnąć. Stwórca udzielając nam ze swojej boskości może dokonać tego przez filtr człowieczeństwa ludzi, którzy znaleźli uznanie w niebie. Tak jak w wymiarze biologicznym dziedziczymy genetycznie po naszych rodzicach, jak w wymiarze społecznym przesiąkamy naszym otoczeniem, tak samo w porządku duchowym możemy otrzymywać od tych, którzy poprzedzili nas w drodze do wieczności. Nasza dusza może zostać zabarwiona kropelką duchowego kolorytu ludzi świętych. Do ciebie boskie uzdrowienie przyszło z naznaczeniem twej duszy kolorem maryjnego macierzyństwa. Maryja - to twoja nowa rola.

W tym samym czasie odkryłaś jeszcze inną kobietę. - Madre! - nie mogłaś powstrzymać zachwytu pochłaniając kolejne jej dzieła. Księgi duchowe, które przez lata stały nieczytane na twej półce, teraz jedna po drugiej otwierały się przed tobą. Wiedziałaś, o czym pisze mistyczka z Avili, rozumiałaś każde jej słowo i każdy poryw jej serca. I zazdrościłaś Teresie integralnego kobiecego piękna, które w swej osobie oddawała Stwórcy - aż wreszcie zrozumiałaś, że twoja droga do Niego była po prostu inna. To droga ludzi o zaburzonej seksualności i obolałej psychice, którzy również mają swoje miejsce w Sercu Boga.


01.11.2010


KOMENTARZE – tutaj
 


.

Kobiety mojego życia 1/3 Kiedy byłam małym chłopcem


Nagie dziewczynki zaczynają przeraźliwie piszczeć. Przez szpary w osłonach okien zauważyły cienie chłopców zaglądających do piwnicy z prysznicami. W pisku zmieszanym z szumem wody słychać więcej uciechy niż strachu, a w śmiechu chłopców więcej przekory niż niecnych zamiarów. Dziewczynki piszczą, bo taka jest rola dziewczynek. Chłopcy nie zamierzają odchodzić, bo nie po to tutaj przyszli. Uciekną w wesołym popłochu dopiero za sprawą wychowawcy, który przegoni ich spod okien kolonijnej łazienki.

Poruszenie wśród dziewczynek opada powoli. Nie wierzą, że chłopcy już nie wrócą. A może nawet mają nadzieję, że pojawią się znowu? Spoglądają zalotnie za siebie, na okna, do których w krzykliwym popłochu odwróciły się plecami. Przez szpary w ich osłonach wpadają równe promienie światła niezmąconego żadnym cieniem. Ręce, które niedawno próbowały chaotycznie zakryć nagość ciał, uspokajają się powoli. Dłonie powracają do porzuconych gąbek i mydeł.

Patrzysz na to ze swojego miejsca pod prysznicem w kącie łazienki. Nie piszczysz z koleżankami, bo nie masz tego w zwyczaju. Kiedy dziewczynki spokojnie kontynuują kąpiel wprost przed twoimi oczyma, wpadasz w wewnętrzne rozbawienie. Tyle było pisku, tyle było krzyku, a teraz - nic. A przecież z twojego ciała patrzy na nie ukryty w nim chłopiec, którego obecności wśród siebie nawet nie podejrzewają.

*

Masz trzynaście lat i od roku wiesz, że jesteś mężczyzną w ciele kobiety [Wysłuchane modlitwy]. Nagość dziewczynek pod prysznicem bawi cię, ale nie podnieca - masz przecież takie samo ciało jak one. Ciebie będzie fascynować ich psychika - psychika kobiety. Kiedy za rok lub dwa zaczniesz w pełni rozumieć dziwactwo swojej sytuacji, popłaczesz się z bólu. Skazany/skazana na samotność, nie żyjesz jednak samotnie. Masz dużo koleżanek, lubisz ich towarzystwo, czujesz się wśród nich naturalnie i bezpiecznie.

Boisz się natomiast bliskości kolegów, bo w ich towarzystwie koleżanka staje się często dziewczyną, a ty zupełnie nie potrafiłabyś znaleźć się w tej roli. Poza tym, twoi koledzy nie wyczuwają w tobie kobiety – a to czasami bardzo boleśnie boli. Jesteś ni pies, ni wydra. Jeśli natomiast w przyszłości jakiś mężczyzna zainteresuje się tobą, często twoją pierwszą myślą będzie, że to pewnie pedał. Zresztą niezależnie od wszystkiego - homo czy hetero - i tak nie znajdzie w tobie prawdziwej wzajemności.

Twoje życie pełne będzie jeszcze innych zabawnych niespodzianek. Oto idziesz kupić sobie coś do ubrania, jak to często u ciebie bywa - w zamyśleniu. Głowa w chmurach, a nogi same cię prowadzą. Przytomniejesz dopiero na miejscu - wśród garniturów, koszul i krawatów. Wzdychasz z rezygnacją i człapiesz do stoiska dla kobiet. Albo w toalecie publicznej stajesz bezradnie przed parą drzwi i starasz się sobie przypominać, które oznakowanie odnosi się do ciebie. Są też chwile, gdy twoja psychika tak wyraźnie odbija się na twarzy, że babcia klozetowa jest gotowa przepędzić cię z toalety dla pań.

*

Nigdy nie narzucasz się kobietom, ale z nimi też bywa wesoło. W młodości dziewczyny będą ci wyznawały, że gdybyś była mężczyzną, zakochałyby się w tobie, a ty będziesz zbywać to uśmiechem. Z latami ten tryb warunkowy będzie stawał się coraz bardziej bolesny, ale nic nie będziesz odpowiadać, bo nikomu nic nie mówisz o sobie. Kiedy pewna dziewczyna zwierzy ci się, że w twoim towarzystwie coś się dzieje z jej hormonami, zastanowisz się, skąd im się to bierze. Przecież nie podrywasz ich, zwyczajnie z nimi rozmawiasz – po prostu jesteś. A mówią ci to dziewczyny jak najbardziej normalne, mające chłopaków, chodzące na randki.

Kiedyś śliczna młoda kobieta oznajmi ci - ni z gruszki, ni z pietruszki - że dla ciebie mogłaby zostać lesbijką. Uśmiechniesz się, ale nic nie powiesz, bo nie potrafisz wytłumaczyć, że ty lesbijką nie jesteś, i że lesbijstwo zupełnie ciebie nie interesuje. Kiedy przy jakiejś okazji przyjdzie wam niespodziewanie spędzić noc w jednym łóżku, będzie czekać na ciebie w skąpej jedwabnej koszulce na cienkich ramiączkach. W jej oczach zobaczysz oczekiwanie - i będziesz wiedzieć, że nic z tego się nie spełni. Ale zdasz sobie sprawę, że pod tą wielką wspólną pierzyną może być przez moment niezręcznie. Ubierzesz się więc w długą barchanową koszulę prababci gospodarzy tamtego domu, zapinaną pod samą szyję, z tysiącem drobnych guziczków na przodzie, czyniących ją podobną do kwiecistej sutanny. Ponieważ potrafisz robić z siebie klauna, wchodząc do łóżka tak sugestywnie odegrasz zwariowaną pantomimę na jedną barchanową koszulę i tysiąc guzików, że twoja towarzyszka będzie umierać ze śmiechu. Wyczerpana, zaśnie grzecznie jak dziecko, a po paru latach napisze ci w liście, że wyszła za mąż, że mieszka bardzo daleko, i że jest bardzo szczęśliwa.

Będzie jednak również i taki moment – jeden jedyny - kiedy w stosunku do kobiety wykonasz o dwa gesty za dużo. W bezwiedny sposób sprowokuje cię do tego, ale to cię nie usprawiedliwi. Jest jednak coś, co może cię wytłumaczyć. Twoją dłoń będzie prowadził jakiś diabelski pierwiastek, który pozostał w tobie po niedawnym doświadczeniu zniewolenia. Granice twojej intymności zostały wtedy złamane, a ty teraz nieświadomie zaczynasz powtarzać ten sam scenariusz. Wycofasz się natychmiast, ale wyrzut sumienia pozostanie w tobie na zawsze. Niczego tej kobiecie nie wyjaśnisz, bo sama jeszcze wiele w sobie nie rozumiesz. Kiedy nauczysz się modlić, będziesz modlić się za nią. Dużo później wpiszesz do internetowej wyszukiwarki jej imię i nazwisko. Okaże się, że nadal występuje pod panieńskim nazwiskiem.

*

Kobieta, której możesz powiedzieć o sobie wszystko – zjawi się na końcu  [O kobiecie, która wiedziała o mnie wszystko]. Przez wiele lat będzie ci się wydawać, że łączy was przyjaźń, a może nawet miłość, ale po jeszcze więcej latach dojdziesz do przekonania, że pojęcie, które najlepiej może oddać charakter tamtego związku to – symbioza. Mówisz jej wszystko o sobie, bo czujesz, że zrozumie cię, ale – mocno osadzona w swojej heteroseksualnej tożsamości – będzie strzegła granic, których przekroczyć się nie da. Ona jednak będzie dawać ci siebie, jak ciastko na tacy, i to ciastko bardzo kuszące. Wtedy najboleśniej odczujesz to, co wiesz od dawna. W swoim ciele nie masz – i nigdy mieć nie będziesz – narzędzi do jego skonsumowania. Nie będziesz więc w stanie pojąć, dlaczego ona to robi. Przecież jesteś człowiekiem, którego bardziej interesuje sens niż seks. W waszej zażyłości powstanie zamęt, zniknie jej pierwotna harmonia i to będzie początek jej końca.

Utratę pierwotnej harmonii tamtej zażyłości będziesz kojarzyć z biblijnym wygnaniem z raju. Po prostu są granice, których przekroczenie wprowadza w świat bezsens i nieład. Być może twoja a-religijna przyjaciółka, której imię tak bardzo pasuje do rajskiego kontekstu, opacznie zrozumiała inne biblijne słowa, które usłyszała od ciebie w pierwszych dniach waszej znajomości: Lepiej jest dwom niż jednemu, gdyż mają dobry zysk ze swej pracy. Bo gdy upadną, jeden podniesie drugiego. Lecz samotnemu biada, gdy upadnie, a nie ma drugiego, który by go podniósł. Również, gdy dwóch śpi razem, nawzajem się grzeją; jeden natomiast jakże się zagrzeje? A jeśli napadnie ich jeden, to dwóch przeciwko niemu stanie; a powróz potrójny niełatwo się zerwie. Księga Koheleta była wtedy twoim pierwszym biblijnym odkryciem - po wielu latach bezbożnie przeżytych. W dziwnym scenariuszu, w który układać się będzie jej i twoje życie, będzie też miejsce na inne biblijne odniesienia, jak choćby to, odwołujące się do pewnej nazaretańskiej rodziny, w którym tobie przypadnie rola Józefa.

*

I jeszcze dwa krótkie epizody z lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku. W stanie wojennym twoja bardzo daleka znajoma pod jakimś pretekstem zaprosi cię do siebie. Jest kameralny klimat, nastój intymności, mała kolacyjka, i rozmowa, która przypomina zakamuflowany wywiad psychologiczny. Nie wiesz, o co tak naprawdę tej kobiecie chodzi, ale pamiętasz, że masz dwa słabe punkty, które jako uczestniczka struktur opozycyjnych musisz jak najdłużej chronić przed wiedzą bezpieki – pęknięcie w osobowości oraz uzależnienie od relanium. Od początku stanu wojennego - obok oficjalnych przesłuchań - co jakiś czas jacyś dziwni ludzie zgłaszają się do ciebie z dziwnymi problemami, a ty czujesz, że są to jedynie preteksty do sondowania cię to w tej, to w innej sprawie. Twoja znajoma w niewinnej z pozoru rozmowie co jakiś czas dotyka punktów newralgicznych dla dewiacji seksualnych. Świadomie lub nieświadomie – tworzy jednocześnie klimacik sprzyjający homoseksualnemu uwiedzeniu. Jako niezła aktorka nie dajesz po sobie poznać, że domyślasz się, jaka gra może się tutaj toczyć. Jako człowiek, który na własny użytek przeczytał sporo książek i przemyślał wiele spraw związanych z ludzką seksualnością, wiesz jakich odpowiedzi udzielać – wiesz jak mylić tropy. Serdeczność i zaproszenie z jej strony już się nie powtórzą, a po latach pomyślisz, że – teoretycznie rzecz biorąc – mógł to być jakiś odprysk ówczesnej akcji milicji oraz bezpieki o kryptonimie „Hiacynt”.

Podobnie jak inwigilacja, również indoktrynacja ideologiczna jest w peerelu wszechobecna. Na wyjazdowych studiach podyplomowych, w których bierzesz udział, w ramach zajęć z obowiązkowego szkolenia politycznego, w żaden sposób niezwiązanego z twoim kierunkiem studiów, peerelowski politolog zaczyna kpić z katolickiego pojmowania seksualności. Nie wytrzymujesz i zabierasz głos. Twoje wystąpienie przeradza się w chrześcijański hymn o miłości między kobietą i mężczyzną – również tej płciowej. Oczy zafascynowanych słuchaczy wpatrują się w ciebie z uwagą. Wykładowca bez słowa kończy zajęcia. Na przerwie jedna z koleżanek – młodziutka mężatka – podchodzi do ciebie. Z widocznym pragnieniem w oczach prosi o przesłanie jakiejś lektury na tematy, o których mówiłaś. Z domu wyślesz jej kilka książek, których nie musi ci oddawać, jeśli ją zainteresują. Książki te nigdy do ciebie nie wrócą.


29.10.2010


KOMENTARZE – tutaj
 
 
CYKL WCZEŚNIEJSZY - Wysłuchane modlitwy


.